niedziela, 25 sierpnia 2013
WAŻNE !! Proszę przeczytaj ;D
środa, 21 sierpnia 2013
Rozdział 43
Poszłyśmy do klubu. Było tam dużo ludzi. W tłumie znalazłyśmy chłopaków i Kamila, którzy siedzieli przy stoliku w kącie . Podeszłam do nich chciałam coś powiedzieć, ale zrobiło mi się słabo.
- Kasia ? Co ci.....
*** OCZAMI KAMILA***
- Kasia? Co ci się stało?- zapytałem, ale ona już spadała. Dobrze, że stała blisko mnie to w porę ją złapałem. Popatrzyłem na nią. Była cała blada. Miała zamknięte oczy, ale oddychała.
- Połóż ją na ziemi tak, żeby nogi były troszkę wyżej od głowy- usłyszałem czyjś głos. Nawet nie zastanawiałem się kto do mnie mówi. Teraz najważniejsza jest Kasia. Zrobiłem tak jak ktoś mi kazał. Jakiś facet przyniósł nam zimną wodę i mały ręcznik, żeby zrobić jej zimne okłady. Kornela szybko się tym zajęła. Ja nie wiedziałem co robić. Siedziałem koło niej i patrzyłem się jak w bóstwo. W sumie jest w tym trochę prawdy. Nie mogłem nic zrobić. Byłem w szoku. Kurwa jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem.
- Kamil?- usłyszałem jej głos. Teraz poczułem w sercu ulgę i takie dziwne ciepło. Obudziła się. Od razu oprzytomniałem. Pomogłem jej usiąść i popatrzyłem w jej piękne oczy.
- Co się stało? Wszystko dobrze? Zaraz przyjedzie pogotowie.- mówiła Kornela. A ja tylko powtarzałem w myślach Jest ona się obudziła.
- Nie wiem- Kasia złapała się za głowę- Szłam do was i nagle zrobiło mi się słabo.
W tej chwili przyjechało pogotowie. Zabrali Kasię do najbliższego szpitala.
*
Przepraszam gdzie znajdę dziewczynę, którą przed chwilą przywiozła karetka?- mam deja vu. Ostatnio jakoś często się o to pytam.
- Sala 21 - odpowiedziała jakaś pielęgniarka.
Razem z Kornelą ruszyliśmy kierunku, który wskazała nam kobieta.
Nie mieliśmy problemu ze znalezieniem sali. Gdy doszliśmy już na miejsce zobaczyłem w sali lekarza, który rozmawiał z pacjentką leżącą w tej samej sali co Kasia.
- Dzień dobry panie Bednarek. - Powiedział doktor, obrzucając mnie dziwnym spojrzeniem.
- Dzień dobry, a raczej wieczór. - odpowiedziałem . Nie , żeby coś ale nie przyszedłem tu sam tylko z Kornelą, a ten lekarz nawet jej nie zauważył . Wkurza mnie to, że niektórzy ludzie jak mnie zobaczą to nie zwracają uwagi na innych.
- Przepraszam na chwilę- powiedział do pacjentki i zwrócił się do mnie- Mógłbym prosić pana o autograf?
Że co kurwa? Teraz? Gdy Kasia jest w szpitalu i czeka, aż ktoś się nią zajmie ten facet prosi mnie o jakiś głupi podpis?
- Dobrze- wysyczałem przez zęby. Chciałem mu w tej chwili przywalić, ale Kornela chyba wyczuła co się święci i złapała mnie za bark.
wtorek, 20 sierpnia 2013
Rozdział 42
- Kornela!- podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Cześć. Kamil powiedział mi , że ostatnio masz problemy zdrowotne, więc postanowiłam tu przyjechać i coś ugotować. - zaśmiałyśmy się- Bo jakby Kamil coś gotował to mogło być jeszcze gorzej .
- Jak kiedyś zrobił mi "kisiel"- zrobiła cudzysłów- to to nie był kisiel tylko woda z białym proszkiem . Zgadnij dlaczego.
- Nie wiem .
- Bo zapomniał, że tą wodę co się do tego wlewa to trzeba zagotować. - powiedziała i od razu wybuchłyśmy śmiechem.
Nie wiedziałam , że Kamil jest aż taką ciapą Hahha. Dobra rozumiem, że nie musi umieć gotować rzeczy typu spaghetti , pierogi czy gołąbki. Ale żeby nie umieć zrobić kisielu ? To już lekka przesada. Oj ja go nauczę gotować. Hahah .
- Kornela mam pewien pomysł , żeby nauczyć Kamila gotować. Wiesz zapiszemy go na jakieś lekcje czy coś.
- Wiesz to nawet nie jest zły pomysł, tylko to może być trochę dziwne dla tych ludzi co tam będą się uczyć, bo nic się nie nauczą tylko będą się ślinić na jego widok .
- No fakt. To może my go nauczymy ?- zaproponowałam.
- Ja odpadam. Próbowałam już i ja za nic w świecie więcej nie podejmę się tego zadania. Przecież on umie tylko wodę zagotować.
- Oj ja go nauczę. Kochanie- krzyknęłam tak , żeby mnie usłyszał
- Tak ?- popatrzył się na nas. Chyba nie słyszał o czym rozmawiałyśmy. I dobrze. Nie będzie nas podsłuchiwał. Jeszcze tego brakowało. Chcę mieć trochę prywatności. Nie chcę, żeby zawsze wszystko wiedział.
- Kiedy masz następny koncert ?
- Yyyy . Teraz mam praktycznie codziennie, więc dzisiaj i jutro jestem tylko w domku, potem wyjeżdżam i wrócę- zastanowił się chwilę i chyba coś liczył na palcach- za 2 tygodnie.
- I po tych dwóch tygodniach zostaniesz na ?
- Na kilka dni a co ?
- Nie nic . Chciałabym ci powiedzieć, żebyś zaopatrzył się fartuch do gotowania bo mam zamiar cię czegoś w końcu nauczyć.
- Oj wątpię, że ci się to uda, ale zawsze możesz spróbować.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Kornela właśnie skończyła gotować obiad. Był pyszny. Byłam naprawdę głodna, bo przez te wymioty, które o dziwo mi przeszły , nie jadłam praktycznie nic. Gdy skończyliśmy jeść Kamil powiedział:
- To teraz ja pozmywam naczynia , a wy pójdziecie się jakoś ogarnąć bo wyglądacie potwornie, bez obrazy i potem gdzieś wyjdziemy razem z chłopakami- woow. Kamil idzie zmywać.
- Kasia ? Co ty mu zrobiłaś ? To chyba nie jest Kamil .
- Ja nic mu nie zrobiłam . - zaczęłam na początku nie wiedziałam o co jej chodzi, ale potem zczaiłam, że chodzi jej o to zmywanie.
- Ty na prawdę na niego dobrze wpływasz. ON nigdy z własnej woli nie zmywał naczyń. Co ja gadam . ON nigdy nie zmywał naczyń .
Zaśmiałyśmy się.
- Ej. Nie rób ze mnie jakiejś niedojdy . Ja Kamil Bednarek jak chcę to potrafię.
- No właśnie jak chcesz- powiedziała Kornela.
Poszłyśmy z Kornelą do garderoby . Kamil w tym czasie poszedł zmywać naczynia i sprzątać po obiedzie , a raczej bardziej kolacji, ale mniejsza z tym .
- To pomożesz mi coś wybrać ?- zapytałam wskazując na ubrania w szafie.
- Oczywiście. Zrobię cię na istne cudo.
Kornela wybrała mi to :
A wszystko dopełnił delikatny makijaż.
- Woow. Jesteś niesamowita. Nawet nie wiedziałam , że ja mogę tak wyglądać. A teraz ja zrobię coś z tobą .
Wybrałam jej to:
Nie mogłam jej w nic uczesać, bo ma warkoczyki, więc związałam je tylko w kitkę. Wyglądała ślicznie. Gotowe wyszłyśmy do kuchni. Kamil zostawił dla nas karteczkę.
" Nie chciałem wam przeszkadzać. Jak tylko się wyszykujecie idźcie do klubu Beach . My już tam na was czekamy ~ Kamil"
Poszłyśmy do klubu. Było tam dużo ludzi. W tłumie znalazłyśmy chłopaków i Kamila, którzy siedzieli przy stoliku w kącie . Podeszłam do nich chciałam coś powiedzieć, ale zrobiło mi się słabo.
- Kasia ? Co ci.....
_______________________________________________________________________________
A w następnym rozdziale postaram się napisać co jest powodem tego wszystkiego.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Rozdział 41
Kasia dalej wymiotowała. Najbliższy koncert mam jutro we Wrocławiu, więc możemy już wrócić do domu. Tylko co z nią jest ?
- Kasia ?!
- Tak ?- była w łazience.
- Lepiej z tobą?
- Nie za bardzo .
- Może pojedziemy do szpitala.?- zapytałem .
- Kamil- wyszła z łazienki. Była blada jak ściana . - Nie chcę jechać do żadnego pieprzonego lekarza. Jest już lepiej . Czuję się dobrze.
- Ale wyglądasz jeszcze gorzej. Kasia to nie są żarty .
-No właśnie nie są żarty , więc nigdzie nie jedziemy, bo jest lepiej- cały czas stawiała na swoim . Nie miałem siły już z nią się użerać. Podszedłem do niej i namiętnie pocałowałem .
- Wracamy do Wrocławia- powiedziałem przerywając pocałunek.
- A co z koncertami?- zapytała.
- No właśnie tam mam kolejny koncert kochanie.
*
*** OCZAMI KASI***
Dojeżdżamy już do Wrocławia. Trochę nam to zajęło, bo co chwilę musieliśmy stawać, żebym złapała trochę świeżego powietrza. Czuję się okropnie. Jest trochę lepiej, ale i tak jest źle. Ni powiem tego Kamilowi, bo zaraz będzie się niepotrzebnie martwił. Nie lubię, jak się martwi i to przeze mnie. Lubię patrzeć na niego jak jest uśmiechnięty, wesoły i co najważniejsze szczęśliwy.
- Lepiej się czujesz słońce?- co mam mu powiedzieć prawdę czy skłamać ?
- Lepiej. A skąd wiesz?
- Bo od 20 minut nie chciałaś, abym zatrzymał samochód. - zaśmiał się.
- No widzisz. Jest dobrze- wymusiłam uśmiech- A tak w ogóle to kiedy będziemy?
- Za 5 minut.
*5 minut później*
Weszliśmy z Kamilem do domu. Jest już 16.09.
- Kochanie to może ja pójdę do sklepu po zakupy, a ty coś ugotujesz później ?- zaproponował Kamil .
- Okej mi pasuje. A teraz pójdę się położyć, bo jestem zmęczona. Jak wrócisz to mnie obudź .
- Dobrze.To ja będę za jakieś pół godzinki.
Pocałowałam go i poszłam się położyć. Długo nie musiałam czekać, żeby zasnąć. Zasnęłam natychmiastowo.
*
Umm. Ale coś pachnie... Obudził mnie zapach czegoś do jedzenia. O boże Kamil robi coś do jedzenia i nic się nie pali. Cud nad Wisłą po prostu. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam w kuchni nikogo innego jak Kornelę.
- Kornela!- podeszłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Cześć. Kamil powiedział mi , że ostatnio masz problemy zdrowotne, więc postanowiłam tu przyjechać i coś ugotować. - zaśmiałyśmy się- Bo jakby Kamil coś gotował to mogło być jeszcze gorzej .
niedziela, 18 sierpnia 2013
Rozdział 40
- No i teraz on myśli sobie, że byłam z nim tylko dlatego, że jest sławny. Ale tak nie było. Ja go kocham i chcę z nim być. - rozpłakałam się na dobre.
- Oj nie płacz. Jak znam mojego brata na pewno zrozumie, ale musicie ze sobą porozmawiać i wszystko wytłumaczyć. A teraz nie płacz.
*
Koncert Kamila jak zawsze był niesamowity. Ludzie dawali mu tyle pozytywnej energii, a on oddawał jej dwa razy więcej. Po koncercie jak zwykle Kamil poszedł rozdawać autografy. Ja pogadałam jeszcze z Kornelą i po godzinie pojechałam do hotelu. Kamil pojawił się tam zaraz po mnie. Wynajął sobie pokój. Nie wiem dlaczego, przecież może mieszkać u Konrada, ale spoko. Poszliśmy do pokoju numer 40. Usiadłam na fotelu, a Kamil na łóżku. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Jak mam to zacząć? Boję się... Ale nie tego, że powiem coś głupiego, tylko dlatego, że on może mi tego nigdy nie wybaczyć. W ogóle to cu że chce mnie jeszcze widzieć na oczy.
- Kamil bo ja..- zaczęłam, ale on nie pozwolił mi tego dokończyć, bo sam zaczął mówić.
- Co ty ? Przypomniało ci się jak byłaś ze mną? Tylko dlatego , że jestem sławny?- poczułam strumień łez na moich policzkach. Czyli moje przypuszczenia się sprawdzają on naprawdę myśli, żę byłam z nim tylko dla kasy.
- Kamil to nie tak jak ci się wydaje.
- Jak nie tak ? Byłaś ze mną tylko dla mojej kasy.
- Nie . Nie byłam z tobą dlatego. Byłam z tobą bo cię kochałam i dalej cię kocham- zaczęłam krzyczeć.
- I dlaczego mam ci wierzyć? Przecież jak wróciłaś z tego "spaceru" sama powiedziałaś mi prosto w twarz, że jestem dla ciebie TYLKO przyjacielem.
- Kamil ja wtedy nie pamiętałam ciebie. Pamiętałam tylko mojego byłego. Ale tylko uczucia do niego. Nie pamiętałam tego jak mnie zdradził. Dopiero gdy mnie pocałował przypomniałeś mi się ty. Ty i tylko ty. Przypomniały mi się wszystkie nasze wspólne chwile. Te dobre i te złe. Kamil kocham cię- mówiłam cały czas płacząc.
- Kasia ja też cię kocham- powiedział i przytulił się do mnie. Popatrzyłam w jego oczy. Tak mi ich brakowało. Czuję się teraz taka bezpieczna i taka szczęśliwa.
O boże. Moje wymioty dały o sobie znać. Szybko odsunęłam się od Kamila i ruszyłam w stronę łazienki.
Kamil przyszedł za mną nie chcę, żeby mnie oglądał.
- Kamil wyjdź, proszę- powiedziałam spokojnie .
- Nie zostanę tu z tobą Jestem tu , by ci pomóc.
Odsunęłam się od muszli i podeszłam do zlewu. Umyłam całą twarz wodą. A Kamil podszedł do mnie od tyłu i złapał w talii.
- Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie- szepnął mi do ucha.
Gdy już doprowadziłam siebie i łazienkę do porządku Kamil już spał. Wzięłam szybki prysznic. Nie miałam ze sobą żądnych ubrań, więc pożyczyłam koszulkę Kamila z napisem: Nie jara mnie Kamil Bednarek.
Na samą myśl o niej uśmiechnęłam się i powiedziałam do siebie
- A mnie jara.
Położyłam się obok Kamila na w miarę dużym łóżku i zasnęłam.
Rozdział 39
Usiadłam na schodku przed drzwiami i czekałam. Nie wiem na co. Przecież Kamil pewnie jest już w środku i przygotowuje się do koncertu. Boże, dlaczego na drodze musiały być te cholerne korki? Gdyby nie one na pewno zdążyłabym na czas.
Nagle zobaczyłam , że podjeżdża auto. Zatrzymało się, a z niego wyszedł nie kto inny jak Kamil.
Serce stanęło mi w gardle. Co ja mam robić? Przytulić go? Nie. Nie po tym co mu zrobiłam. Może chociaż się przywitać? To chyba dobry pomysł.
- Cześć Kamil- powiedziałam.
- Cześć- odpowiedział sucho. Chyba był na mnie obrażony. W sumie to nie dziwię mu się. Sama byłabym na siebie obrażona. W końcu ja go... zdradziłam ? Nie. Nie zdradziłam go . Nic pomiędzy mną a Markiem nie było oprócz kilku pocałunków. Ale i tak mam wyrzuty sumienia. Muszę odkazić usta. Bo nie wiadomo co on nimi robił jak mnie zdradzał z tą ździrą. Boże. Przyszłam tu, aby porozmawiać z Kamile, a moją głowę zaprząta Marek . Co się ze mną dzieje? Moje wymioty przeszły po tym jak Marek wyszedł z domu. Może to na jego widok wymiotowałam? W sumie to by wiele wyjaśniało. Moje ciało wiedziało co zrobił, ale umysł nie.
- Kamil musimy porozmawiać- w końcu zebrałam się na odwagę, żeby coś powiedzieć. Dlaczego ja się tak cholernie boję? Przecież to jest Kamil. Obrażony Kamil, ale ma swoje powody.
- Nie wiem czy mamy o czym- rzucił oschle.
- Owszem mamy. - powiedziałam . Dusiłam w sobie emocje, aby zaraz nie wybuchnąć płaczem . Nie chciałam go niepokoić przed koncertem moim ryczeniem.
- Skoro tak sądzisz to bądź po koncercie w hotelu na ul. Pomorskiej. Tam na spokojnie porozmawiamy- ucieszyłam się, że on w ogóle chce ze mną rozmawiać. Ja na pewno nie chciałabym rozmawiać z kimś kto zrobić coś takiego jak ja. Przecież on pewnie teraz myśli, że byłam z nim tylko dlatego, że jest sławny. Boże co ja zrobiłam? Moje wyrzuty sumienia mnie już męczą. Jestem tym wszystkim zmęczona.
- Dobrze. Będę na pewno .
- Wejdziesz, czy będziesz tu tak stać? -zapytał otwierając drzwi.
Bez słowa weszłam do klubu. Mimo, że miał on dziwną nazwę, która według mnie nie przyciąga klientów to w środku było na prawdę przytulnie.
/Widok ze sceny/
Szybko poszliśmy do garderoby, gdzie była reszta zespołu.
- Cześć wszystkim - powiedziałam z entuzjazmem. Wszystkie moje zmartwienia się rozmyły. Jak ręką odjął . - Cześć- odpowiedzieli chórkiem co wydało się śmieszne.
Kamil razem z chłopakami gdzieś poszli. Ja z Kornelą zostaliśmy.
- I jak tam było w Hiszpanii?- zapytała.
- Było cudownie- zaczęłam jej opowiadać wszystko po kolei pomijając jeden szczegół, o którym nie musiała wiedzieć. Powiedziałam jej też o upadku, przez który straciłam pamięć
- Ale jak to ? Ale teraz już wszystko pamiętasz, prawda?
- Tak. Teraz pamiętam . Przypomniałam sobie wszystko dzisiaj. Ale przez ostatnie kilka dni nic nie pamiętałam. Zrobiłam coś czego teraz strasznie żałuję. - poczułam jak po moim policzku spływają łzy.
- Kasia nie płacz. Możesz mi o wszystkim powiedzieć.
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam jej opowiadać dalszą część historii.
- No i teraz on myśli sobie, że byłam z nim tylko dlatego, że jest sławny. Ale tak nie było. Ja go kocham i chcę z nim być. - rozpłakałam się na dobre.
- Oj nie płacz. Jak znam mojego brata na pewno zrozumie, ale musicie ze sobą porozmawiać i wszystko wytłumaczyć. A teraz nie płacz.
_______________________________________________________________________________
Jeśli będzie pod tym rozdziałem 10 komentarzy dodam dzisiaj kolejny. <3
sobota, 17 sierpnia 2013
INFO
Rozdział 38
Przybliżyłam się do niego i namiętnie pocałowałam. Marek zaczął jeździć ręką pod moją koszulką. W tym właśnie momencie zobaczyłam kolejny obraz, a raczej obrazy.
Na wszystkich `zdjęciach` z mojego życia byłam ja z Kamilem. Byliśmy szczęśliwi. Wszystko było takie urocze. Jak byliśmy na Woodstocku- to wtedy mnie "porwali" teraz śmieję się z tego, ale wtedy to wyglądało trochę poważnie-Jak paparazzi napadło na nas na lotnisku i w ostatniej chwili kupowaliśmy bilety gdzie indziej .
Przypomniałam sobie wszystko. Razem z Kamilem wróciło wszystko. Nawet to z Markiem. Właśnie Marek.
Odsunęłam się gwałtownie od niego i dałam mu solidnego liścia w twarz. Będzie miał niezły odcisk.
- Co się dzieje ?- zapytał z irytacją.
- To ja się pytam co się dzieje. Po tym jak mnie zdradziłeś z tą zdzirą , blondynkowatym plastikiem masz czelność mnie jeszcze dotykać?
- Ale to ty do mnie zadzwoniłaś. Myślałem , że mi to wybaczyłaś.
- Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego zadzwoniłam to tylko dlatego, że straciłam pamięć. Ale teraz już wszystko sobie przypomniałam i wypieprzaj z tego domu.- Marek patrzył na mnie przez najbliższe kilka sekund. Nie wiem czego nie zrozumiał w słowach ` wypieprzaj z tego domu`- Nie słyszałeś? Won mi stąd!
Szybko się zebrał i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi. Oparłam się o ścianę. Zaczęłam płakać .
- Jestem totalną idiotką- zsunęłam się na dół- Jak ja mogłam to zrobić Kamilowi? Jak ja mogłam tak o nim myśleć? Jak?
Muszę mu wszystko wyjaśnić. I to teraz. Wzięłam telefon do ręki. Nie . To nie jest rozmowa na telefon. Nie mogę tak po prostu do niego zadzwonić i powiedzieć:
O Kamilku przepraszam cię bardzo. Wszystko sobie przypomniałam i kocham cię. Teraz możemy żyć długo i szczęśliwie.
Nie . Muszę się z nim zobaczyć. Stanąć z nim twarzą w twarz. Spojrzeć w jego piękne czekoladowe oczy.
Pojechałam czym prędzej do Brzegu. Koncert był o 19. 00 . Teraz jest 16.23. Mam dwie i pół godziny na dojechanie , znalezienie Kamila i porozmawiania z nim. Muszę zdążyć.
*** Oczami Kamila***
Do koncertu zostało jeszcze godzina . Muszę jechać już na miejsce. Dotrę tam po 5 minutach, ale trzeba jeszcze z chłopakami uzgodnić co , gdzie i kiedy gramy.
- Konrad?
- Hem?
- Czy mógłbyś mnie zawieść do klubu BumBit?- trochę dziwna nazwa, ale spoko.
- Dobra, ale wisisz mi przysługę, za to, że twoje fanki cię nie pożrą . A teraz?
- Tak. Została jeszcze godzina, a ja muszę ugadać coś z chłopakami.
- Dobra. To pakuj się do auta.
*** Oczami Kasi***
Byłam już pod klubem BumBit. Ta nazwa jakoś mnie nie przekonywała. Poszłam do tylnego wyjścia. Kamil zawsze nimi wchodzi. Miałam tylko nadzieję, że jeszcze nie przyjechał, bo mnie za pewne nie wpuszczą . Bo jak im powiem, że jestem jego dziewczyną to mnie wyśmieją i pomyślą sobie, że jestem kolejną psycho-fanką. Usiadłam na schodku przed drzwiami i czekałam. Nie wiem na co. Przecież Kamil pewnie jest już w środku i przygotowuje się do koncertu. Boże, dlaczego na drodze musiały być te cholerne korki? Gdyby nie one na pewno zdążyłabym na czas.
Nagle zobaczyłam , że podjeżdża auto. Zatrzymało się, a z niego wyszedł nie kto inny jak Kamil.
______________________________________________________________________________
Woooooow. Po prostu nie mam słów. Ostatnimi czasy po prostu zaspamowaliście mnie komentarzami. Aż nabrałam takiej ochoty na pisanie. Miałam dodać ten rozdział jutro, ale jakoś nie mogłam was zostawić w niepewności. Dzięki wielkie. Za wszystko. Miło tak wejść i zobaczyć kilka komentarzy. Chciałabym się was zapytać co chcielibyście w następnych rozdziałach. Mają się pogodzić czy nie?
Rozdział 37
- Jesteśmy na miejscu- powiedział Marek.
- O. A co to...- nie dokończyłam.
Zobaczyłam wielką ścianę do wspinaczki.
- Czy ty jesteś chory?- nie ukrywałam swojego zdenerwowania.
- Nie . A co?- spytał trochę zdezorientowany.
- Bo ty chyba nie myślisz, że JA będę chodzić po TYM- mówiłam akcentując niektóre słowa.
- Właśnie tak sobie myślę. - otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale Marek mnie wyprzedził- I nie ma, że nie !
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Idziesz i nie masz nic do gadania. Będzie fajnie- dodał na końcu.
Ta . Kurwa fajnie. Na pewno. Tylko mogę się niechcący zabić, ale kogo to obchodzi. .
Marek wyszedł z samochodu. Otworzył moje drzwi. Powoli wyszłam z samochodu. Przedłużałam każdy mój ruch, byle by odłożyć na później wspinaczkę.
- Wiesz, że to cię nie ominie , prawda?- zapytał rozbawiony Marek.
- Wiem ale zawsze mogę ci uciec!- powiedziałam i co sił w nogach biegłam przed siebie. Zobaczyłam toaletę damską.
- Kasia! Czekaj! Złapię cię!
- Oj nie bądź taki hej do przodu!- krzyknęłam wbiegając do toalety. Zamknęłam za sobą drzwi .- Hahahah- zaczęłam się śmiać- Nie wejdziesz tu!
- Kasia! Wychodź! - z jego tonu głosu można było wywnioskować,że mu się to nie podoba.
- Nie wyjdę, dopóki będziesz miał zamiar się ze mną wspinać po tej cholernej ściance.
- Oj Kasia. Nie przesadzaj. To tylko mała ścianka.
- Ta. MAŁA. Yhy.
- No a co duża? Kasia małe dzieci się po niej wspinają.
- No to co. Ja nie jestem małe dziecko i nie będę się po niej wspinać. - zabrzmiało to trochę głupio, ale ja na prawdę nie chcę się po niej wspinać. A po za tym....
Poczułam, jak coś podchodzi mi do gardła. Schyliłam się nad muszlą i wyrzuciłam z żołądka wszystko.
- Kasia co się stało? Wymiotujesz?
Podeszłam do kranu. Odkręciłam wodę. Przemyłam twarz i wypłukałam usta.
- Tak. - odpowiedziałam na Wcześniejsze pytanie Marka.
- Chodź tu. Zabiorę cię do domu.
Bez zbędnego owijania w bawełnę poszłam razem z Markiem do samochodu. Zawiózł mnie do domu Kamila.
- Mam iść z tobą?- zapytał z troską.
- Nie.
- A może jednak?
- Marek. Nie chcę cię wykorzystywać- powiedziałam lekko stłumionym głosem.
- Nie będziesz mnie wykorzystywać. Jestem twoim chłopakiem i pomogę ci zawsze, kiedy będziesz tego potrzebować.
- W takim razie chodź.
Szczerze? Dobrze , że Marek poszedł ze mną. Sama nie wiem , czy dałabym sobie radę . Było mi strasznie nie dobrze. Co chwilę chodziłam do łazienki załatwiać potrzeby fizjologiczne i wymiotowałam. Co ze mną?
Zatrucie pokarmowe?
Nie wiem.
Położyłam się do łóżka. Marek przyniósł mi herbatę miętową i położył się obok mnie.
Wzięłam łyk herbaty, po czym ją odstawiłam.
Przybliżyłam się do niego i namiętnie pocałowałam. Marek zaczął jeździć ręką pod moją koszulką. W tym właśnie momencie zobaczyłam kolejny obraz.
czwartek, 15 sierpnia 2013
Rozdział 36
Wyszłam z pokoju. Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Było tak przyjemnie. Strumienie gorącej wody oplatały moje ciało. Owinięta ręcznikiem wyszłam. Było dziwnie cicho. Poszłam sprawdzić gdzie jest Kamil.
- Kamil?- krzyknęłam niepewnie.
Nikt się nie odezwał.
- Chyba go nie ma- powiedziałam do siebie.
Nie będę zawracać sobie dupy tym idiotą. Pan Bednarek się smuci? Oooo. Jakie to straszne. Niech nasza gwiazda trochę się pofocha. Za chwilę mu przejdzie.
Wróciłam do pokoju. Ubrałam moją zacną piżamkę w łatki i odpłynęłam w krainę snu.
***OCZAMI KAMILA***
Obudziłem się. Spojrzałem na zegarek. 10.03. Jeszcze trochę nieprzytomny wyszedłem z pokoju .
-Jak tam?- zapytał Konrad.
- Nie najlepiej. Głowa mnie boli, jakbym pił co najmniej od tygodnia.- zaśmiał się.
- No to musiałeś wczoraj nieźle zabalować.
- Konrad- popatrzyłem na niego jak na idiotę, którym w tej chwili był- Czy ty sobie ze mnie kpisz? Czy ty bierzesz mnie za pijaka?
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Usiedliśmy przy stole w kuchni. Zjedliśmy jakieś kanapki, które robił Konrad. Trochę się bałem, że się otruje, ale on jakoś je jadł. A ja byłem staaaasznie głodny.
- Masz jakieś tabletki?- zapytałem.
- Noo. Powinny być w szafce nad zlewem.
- Dzięki.
Podszedłem do szafki. Poszperałem trochę i znalazłem Apap. Łyknąłem tabletkę i poszedłem się zdrzemnąć, żeby na koncercie wyglądać jak człowiek, a nie jak chodzący trup, który w dodatku się nie wyspał.
*** OCZAMI KASI***
Rano obudził mnie telefon. Kto normalny dzwoni do człowieka o 10.13? Nie patrząc kto jest tak wybitnie mądry odebrałam telefon.
- Halo?- powiedziałam zaspana.
- Kochanie? Obudziłem cię?- to był Marek. Gdyby był to ktoś inny na pewno zaczęłabym mu wypominać jego niezwykle karalny czyn, ale w jego przypadku było to niemożliwe.
- Nieeee- przeciągnęłam `e`.
- A ja jednak myślę inaczej.- dobrze myślisz- Mam dla ciebie niespodziankę . Bądź za godzinę przed domem twoim domem. Ubierz coś wygodnego.
- A mogę wiedzieć chociaż o co chodzi?
nie dostałam odpowiedzi, bo Marek się rozłączył. Co on kombinuje?
Za oknem świeciło słońce. Stwierdziłam, że będzie gorąco. Założyłam shorty i koszulkę z napisem `I <3 YOU` . Pasuje do sytuacji. Poszłam do łazienki. Zrobiłam lekki makijaż, przeczesałam włosy. Byłam gotowa. Trzeba jeszcze tylko zjeść śniadanko. Poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę. Nie było tam nic oprócz jajek.
- No cóż. Zjem sobie jajecznicę, bo innego wyboru nie mam - powiedziałam do siebie.
Usmażyłam jajecznicę. Zjadłam i spojrzałam na zegarek. Była 10.58 . Spakowałam do małej torebki telefon, portfel i kilka badziewi, bez których nie ruszam się z domu.
Wyszłam z domu. Przekręciłam kluczyk w drzwiach, wrzuciłam go do torebki i ruszyłam w stronę domu.
Na zewnątrz było pięknie. Ptaszki śpiewały, słonko grzało, a nawet psy nie ujadały gdy mnie zobaczyły.Teraz zaczęłam dostrzegać więcej szczegółów.
Doszłam do domu. Marek już tam czekał.
- Hej. - powiedziałam i musnęłam jego usta.
- Cześć śliczna. Dlaczego nie wyszłaś z domu ?- zapytał. O boże. Zapomniałam mu powiedzieć, żę już tu nie mieszkam.
- No bo ja od śmierci mamy już tu nie mieszkam . Mieszkam z .... - nie powiem mu, żę mieszkam z Kamilem. Dobrze , że w porę ugryzłam się w język- z 10 minut drogi stąd. - wybrnęłam.
- Aha. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Jakoś nie było okazji. - powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.- A powiedz mi gdzie jedziemy?
- Nie. Niespodzianka- powiedział i wsiedliśmy do jego samochodu.
środa, 14 sierpnia 2013
Rozdział 35
- Ty się stałeś. Ja cię nie kocham , a przynajmniej teraz nic do ciebie nie czuję. Jesteś dla mnie przyjacielem , ale nikim więcej.- powiedziała mi to prosto w twarz. Moja Kasia taka perfidna.To do niej nie podobne. Boże co ten wypadek z nią zrobił? Poczułem w sercu ból . Kasia nie zwracając na mnie uwagi poszła do swojej, a raczej naszej sypialni i zamknęła drzwi.
Poszedłem na kanapę. Dopiero teraz zaczęło do mnie docierać co się przed chwilą wydarzyło.
Czyli ona była ze mną tylko dlatego, że jestem słynnym Kamilem Bednarkiem ? Jak ona mogła mi to zrobić? Ja naprawdę ją kochałem. Co ja gadam . Ja dalej ją kocham . Mimo tego wszystkiego. Ona jest dla mnie ważna, bardzo ważna ale. Ale co? Ona mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochała. Może to wszystko przez zanik pamięci? Może wraz z pamięcią odeszły także uczucia? Boże zjarał bym szluga i napił się wódki. Ale nie mogę. Jutro koncert. Fakt faktem nie daleko, bo w Brzegu. Właśnie w Brzegu. W Brzegu mieszka Konrad. Może pojadę do niego teraz i zostanę do jutra? Na co ja jeszcze czekam? Jadę.
*
- Cześć bracie. Co ty tu robisz?- zapytał lekko zdziwiony Konrad.
- Mogę u ciebie przenocować?- walnąłem prosto z mostu. Nie chciałem się bawić w jakieś gierki.
- Jasne . Spoko. A mogę wiedzieć czemu ?
Weszliśmy do domu. Opowiedziałem Konradowi całą historię. Szczerze? To jego też zdziwiło zachowanie Kasi.
- I co ? Ma kogoś?
Nad tym się nie zastanawiałem. Może ona kogoś spotkała? Ale w tak krótkim czasie się zakochać? A może to była jakaś dawna miłość? Może przypomniała sobie tylko część i właśnie tą część , która dla mnie była niekorzystna?
- A skąd mam to kurwa wiedzieć?- powiedziałem zbulwersowany- Nie rozmawiałem z nią. Ale wydaje mi się, że tak.
- No to masz przejebane- stwierdził Konrad. W pełni się z nim zgadzam.
Gadaliśmy jeszcze kilka dobrych godzin. Potem poszedłem do pokoju, chyba gościnnego. Walnąłem się na łóżko i zasnąłem.
______________________________________________________________________
wtorek, 13 sierpnia 2013
Rozdział 34
- Halo? - usłyszałam głos w słuchawce
- Yhhhmm - zawahałam się. Może źle robię? Ale co tam raz się żyję - Hej to ja Kasia.
- O Kasia - był zaskoczony. Chyba nie spodziewał się tego,że zadzwonię.- Co się stało ?
Powiedzieć mu o wypadku : czy nie ?
- Nie wszystko w porządku - musiałam skłamać. Nie chciałabym, żeby wszystko wiedział - chcę się spotkać, masz może czas?
- W sumie to tak, to gdzie i kiedy ?- zapytał.
- Za 10 minut - kurde, gdzie się spotkać nie pamiętam wszystkich ulic Wrocławia, ale wiem jak dojść do mojego domu.- Przed moim domem.
- Dobra, to zaraz będę. - Szybko wyruszyłam w stronę domu.
*10 minut później*
Czekałam na Marka. Po chwili zobaczyłam go. Brunet, wyższy co najmniej głowę ode mnie, błękitne oczy.
- Przystojniak - pomyślałam.
- Cześć - powiedziałam.
- Hej - podszedł do mnie i przytulił.
Poczułam przynajmniej dreszcz na ciele.
- To gdzie idziemy ? - zapytałam. Nie chciałam by mnie o to zapytał, bo jak miałabym mu odpowiedzieć, skoro nie pamiętam ? Musiałabym mu wszystko powiedzieć, a tego chcę uniknąć.
- Może do parku ? - odetchnęłam z ulgą.
- Znakomicie !
Zmierzamy w stronę parku. Marek jest bardzo miły i zabawny. Cały czas rozmawialiśmy praktycznie o niczym. W końcu zapytałam.
- Dlaczego zerwaliśmy ? - nie wiem dlaczego się o to zapytałam, ale musiałam wiedzieć.
- To dawno było. Byłem głupi. Chcę do ciebie wrócić, jeżeli ty tego chcesz.
_________________________________________________________________________________Cały czas proszę o komentarze. Dziękuję ! :D
Rozdział 33
- To było wtedy, jak zerwałam z Markiem - pomyślałam, właśnie Marek. Ciekawe co się z nim dzieje. Dawno go nie widziałam.
- Kasia, musimy już wracać do taksówki - powiedział Kamil.
Bez słowa poszłam za nim. Cały czas myślałam o Marku. Dlaczego zerwaliśmy ?
Nie mogłam sobie przypomnieć.
- O czym myślisz ? - wyrwał mnie Kamil.
- O przeszłości. Próbuje sobie wszystko poukładać, wszystko co sobie przypomniałam.
*
Weszłam do mieszkania. Był niezły bajzel. Nigdy nie widziałam takiego bałaganu. Ubrania porozrzucane, stos brudnych naczyń w zlewie, papierki i puszki.
- Woow - wydusiłam z siebie - Co tu się stało ?
- Yhmmm.... chyba Konrad był tu przez kilka dni - powiedział Kamil. Kim był Konrad ?
- Jaki Konrad ? - zapytałam.
- Mój brat - powiedział Kamil.
- To co ? Zabierzemy się do sprzątania ? - zaproponowałam.
Nie wiedziałam, czy Kamil sprzątał kiedyś ze mną, ale nie miałam zamiaru sprzątać tego sama. Jestem zmęczona lotem i jeszcze tym upadkiem.
- Dobrze. - zaskoczyła mnie jego odpowiedź w pozytywnym znaczeniu oczywiście.
*Godzinę później.*
- No i posprzątane - powiedziałam. - Nie obrazisz się, jeśli wyjdę teraz na..... spacer ?
- Oczywiście, że nie słońce. - powiedział do mnie słońce. Nie wiedziałam co mam czuć. - Idę się położyć, jestem zmęczony.
Haha. Gwiazda Kamil się zmęczył. Ooo...!
Moja podświadomość chyba go nie lubiła.
- Wrócę za godzinę, może dwie. - powiedziałam.
Zabrałam z domu telefon i wyszłam.
_________________________________________________________________________________Ten rozdział pisałam bardzo długo. Raczej jeszcze dzisiaj będzie nowy rozdział. :3.
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Rozdział 32
- Pięknie tu. - powiedziała rozglądając się po pokoju.
To prawda jest cudownie. Ale tu nie odzyska pamięci. Chyba powinniśmy wrócić do Polski. Do naszego domu.
- Kasia co byś powiedziała na powrót do Polski ?
- Chętnie. Chcę zobaczyć mój, a raczej chyba nasz dom prawda ?
- Tak. Nasz dom.
Spakowaliśmy swoje rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko. Kupiłem bilety i poszliśmy szykować się do odprawy.
*** Dwie godziny później ***
Weszliśmy po schodkach do samolotu. Usiadłem obok Kasi. Ona siedziała obok okna, a ja przy niej.
- Sasa. ! K-k-k-smok Bednarek - jakaś dziewczyna zaczęła sie drzeć. Dosłownie. Wszyscy w samolocie sie na nią popatrzyli. Na szczęście nie rozumieli Polskiego. Nie zniósł bym kilkugodzinnego lotu z całym samolotem fanów.
- Mogę autograf i zdjęcie ?
- Tak. - podała mi kartkę i mazak.
- Dla kogo ? - zapytałem.
- Dla Kasi- w tym momencie przypomniałem sobie, że Kasia nic nie wie. Popatrzyłem na nią. Jej oczy były.. .. inne. Podpisałem szybko karteczkę i zrobiłem zdjęcie z dziewczyną. Na szczęście nie była natrętna i szybko się zmyła.
- Co to ma znaczyć? - zapytała Kasia- Jesteś jakąś wielką gwiazdą ?
- Nie gwiazdą . Nie lubię tego określenia.
- To kim ?
- Jestem Kamil Bednarek - postanowiłem , że wszystko jej powiem. W końcu jak wrócimy to jadę w trasę . Powinna wiedzieć gdzie będę.
Opowiedziałem jej wszystko . Chyba coś sobie przypomniała. Ale nie było to nic znaczącego.
*
Dolecieliśmy do Polski. Lot obył się bez turbulencji .
- Kasia .?
- Tak ?
- Chcesz jechać od razu do nas, czy może najpierw zajedziemy do domu twoich rodziców ? - może dzięki temu coś sobie przypomni ? Jezu, ja już nie daję rady. To wszystko mnie przerasta. Moja Kasia nie jest moją Kasią.
- Dobrze. Możemy tam pojechać. A dlaczego ja w nim nie mieszkam ? - zapytała. Zdziwiło mnie to pytanie.
- Booo... bo wszystko przypominało ci twoją mamę -
właśnie. O to mi chodziło. Jeżeli przypomni sobie mamę, to może i mnie.
- Aha , rozumiem.
***Oczami Kasi***
Pojechaliśmy do domu moich rodziców. Przy Kamilu czułam się jakoś dziwnie. To niby jest mój chłopak , ale ja narazie nic do niego nie czuję. Jest miły , przystojny , zabawny , ale teraz traktuję go bardziej jak przyjaciela. Doceniam to, że troszczy się o mnie, że pomaga mi sobie wszystko przypomnieć. A może ja nie chcę ? Może chcę , aby moje życie zaczęło się od nowa ?
Jechaliśmy jakąś ulicą. Kojarzyłam ją , ale wszystko było jak przez mgłę. Taksówka się zatrzymała. Zobaczyliśmy dom. Mój dom. Pamiętam go.
- To ten dom prawda ? - zapytałam, by się upewnić.
- Tak . Pamiętasz go ? - zapytał. W oczach miał nadzieję.
- Pamiętam. - jego oczy były szczęśliwe.
- Proszę tu na nas poczekać. Zaraz przyjdziemy - powiedział Kamil do kierowcy.
Wyszliśmy z taksówki . Nie mieliśmy kluczy od domu , więc pochodziliśmy po podwórku. Zobaczyłam huśtawkę. W mojej głowie pojawił się obrazek. Byłam tam, ja i mama. Razem się bawiłyśmy. Byłyśmy takie szczęśliwe .
_________________________________________________________________________________
Proszę bardzo, kolejny rozdział :3 .
niedziela, 11 sierpnia 2013
Rozdział 31
- W takim razie stan pani kasi jest stabilny, odzyskała już przytomność. Jednak jest pewien problem.
- Jaki ?- zapytałem.
- Bo pacjentka straciła pamięć. Mamy nadzieję, że to tylko przejściowe, ale pamięć może wrócić jutro, za miesiąc a może nawet za rok. Niczego nie da się w tej sprawie zrobić.- Boże to nie możliwe. Moja Kasia. Moja Kasia mnie nie pamięta. A może pamięta ?
-Czy mogę do niej wejść ?- zapytałem. Nie mogę tu tak siedzieć. Muszę ją zobaczyć . Po prostu muszę.
- Tak - kamień spadł mi z serca - pokój numer .6.
Szybko zacząłem szukać pokoju. Minąłem pokój , 4 potem 5 i zobaczyłem pokój numer 6 . Złapałem za klamkę, ale zawachałem się . Boję się, że ona mnie nie pamięta. Ale muszę ją zobaczyć. Muszę się dowiedzieć . Nacisnąłem klamkę.
Kasia leżała na białym łóżku szpitalnym okryta poscielą tego samego koloru. Wyglądała tak niewinnie. Ale była jakaś nieobecna.
-Kim jesteś ? - zapytała mnie po angielsku.
- To ja. Kamil. - powiedziałem do niej po polsku.
- O to ty jesteś tłumaczem ? Dobrze, że przyszedłeś. Mam mały problem z dogadaniem się.
Ona mnie nie pamięta. ONA MNIE NIE PAMIĘTA.
- Tak to ja. Nie martw się już tym. teraz odpoczywaj.
Wszedłem z sali. Usiadłem na podłodze. Oparłem się o ścianę. Co ja mam teraz robić? Mam jej powiedzieć, że jestem jej chłopakiem ? Gdybym to zrobił to i tak by nic nie zmieniło. A może ? Nie. To nic nie zmieni. Ona mnie nie pamięta. Możliwe, że nigdy sobie mnie nie przypomni. Moje życie traci sens . ...
- Powiem jej.
Ale powiem jej, że jestem jej chłopakiem , ale nie powiem, że jestem Kamil Bednarek. Chcę, aby to wszystko zaczęło się w naturalny sposób .
Wszedłem do jej sali. Usiadłem na stołku obok łóżka i powiedziałem :
- Kasia ja nie jestem tłumaczem. Ja jestem twoim chłopakiem.
- Yyy. Przepraszam, ale nie pamiętam cię.
- To nie twoja wina. Jeżeli chcesz mogę ci powiedzieć coś o tobie. - zaproponowałem.
- Dobrze. Chętnie posłucham.
Powiedziałem jej, że jesteśmy razem na wycieczce, że ma siostre bliźniaczkę, że jej rodzice zginęło w wypadkach. Nie powiedziałem jej nic o sobie.
Do sali wszedł lekarz.
- Może pani wyjść do domu. - powiedział.
- Cieszę się.
- Tu jest pani wypis. Życzę Pamięci.
- Dziękuję - powiedziała.
Poszła do łazienki się ubrać i wróciliśmy do naszego domku.
_____________________________________________________________________________
Bloga będę jeszcze prowadzić. A i co do jednej prośby z komentarza. Kasia jest taka, że często pakuje sie w kłopoty i często ma wypadki. ;3 Dziękuję za 8000 wejść. <3
sobota, 10 sierpnia 2013
Rozdział 30
- Czekaj.... Stoję- powiedział z ogromnym uśmiechem.
- No to widzę. - zaśmiałam się- będziesz tak stać ?
- Nieee. Mam zamiar wyjść, ale jakoś nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
- Naprawdę?- mówiłam jak troszcząca się mama, ale zaraz mi się odechciało. Nie lubię tego- To niech zaczną się ciebie słuchać i stąd wyjdą.
- No nie wiem. Chyba będą potrzebowały łapówki. - uśmiechnął się szeroko.
- Łapówkę dostaną później. A teraz - pokazałam palcem na drzwi- tam są drzwi.
Nie mówiąc nic wyszedł z łazienki.
Zmyłam z siebie wszystko. Dosłownie. Wyszłam z wanny. Podłoga była trochę śliska. Postawiłam nogę na kafelkach.
* Oczami Kamila*'
Usłyszałem jakiś huk w łazience.
- Kasia?! Kasia!- nikt nie odpowiadał. Szybko pobiegłem do łazienki. Otworzyłem drzwi.
Kasia leżała na ziemi, a wokół jej głowy rozmyta była krew. Sprawdziłem puls. Żyła. Zadzwoniłem szybko po pogotowie. Przyjechali w zaskakująco szybkim tempie . Zabrali Kasie. Nie pozwolili mi jechać z nimi. Musiałem zadzwonić po taksówkę. Przyjechałem do szpitala.
- Gdzie jest dziewczyna przywieziona przed chwilą przez karetkę.?- zapytałem po angielsku.
- Lekarz się nią zajmuje. Nie może pan tam wejść. Jest pan kimś z rodziny?- pielęgniarka zaczęła mi wszystko wyjaśniać.
- Ja jestem jej chłopakiem. Nie ma nikogo oprócz mnie - powiedziałem. W pewnym stopniu było to kłamstwo, bo miała jeszcze siostrę , której praktycznie nie zna, ale gdybym powiedział prawdę możliwe by było , że nic by mi nie powiedziała.
- W takim razie proszę uzbroić się w cierpliwość. Za chwilę poproszę do pana lekarza.
Usiadłem na krzesełku w poczekalni. Próbowałem sobie to wszystko poukładać. Jak to się stało? To pytanie cały czas zaprzątało moją głowę. Jak to możliwe? To kolejne pytanie na które nie umiem odpowiedzieć. Może ona najzwyczajniej w świecie się poślizgnęła i upadła? To mogło być prawdopodobne, a nawet realne. Uderzyła się głową o wannę i dlatego była wokół niej krew. Wszystko zaczynało się wyjaśniać. Zobaczyłem, że podchodzi do mnie jakiś facet. To chyba lekarz.
- Pan jest kimś z rodziny tej dziewczyny...- nie zdążył dokończyć, a ja już mówiłem.
- Kasi Nowak. Tak.
- W takim bądź razie ...
_________________________________________________________________________
Zrobimy tak. Jeżeli chcecie będę pisać to opowiadanie. Ale musi być tu dużo komentarzy. Jeżeli nie zakończę to. Teraz wszystko leży w waszych rękach.