Rodziały

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 29

   Moje oczy ujrzały piękny domek z drewna. Wokół niego był piękny ogród z basenem. Wszystko było idealne. Jak wszystko w Hiszpanii. Zaśmiałam się w duchu.
- Podoba się?- zapytał Kamil.
- No wiesz- chciałam się z nim podrażnić- Nie jest tu za ładnie. Żywopłot krzywo przycięty, trawa nie skoszona, a po za tym jest trochę za mały- zmuszałam się do nie wybuchnięcia śmiechem.
- Jak ci się tu nie podoba, to zawsze możemy wrócić do pokoju- zaczął szybko. Chyba za bardzo się tym przejął.
- Kamil. Tu jest pięknie. Chciałam tylko zobaczyć tą twoją słodką minkę gdy się martwisz- uśmiechnęłam się.
- Tyyy- powiedział i wziął mnie na ręce .
- Zostaw mnie !- zaczęłam krzyczeć, ale nie słuchał mnie . Zaniósł mnie do "naszego" domku .Przeniósł mnie przez próg i zaniósł do sypialni . Położył mnie na małżeńskim łóżku. W pokoju było wielkie okno ,z którego było widać przepiękne morze. Pokój był w odcieniach beżu i brązu. Kamil szybko poszedł po nasze walizki, a ja w tym czasie zajęłam się zwiedzaniem domu. Domek nie był duży, ale dla nas w zupełności wystarczy.Jest tu duża kuchnia połączona z salonem, łazienka  z wanną z hydromasażem i jeszcze kilka innych pokoi.
Gdy tak "zwiedzałam" nasz domek poczułam jak ktoś podchodzi do mnie od tyłu. Obróciłam się i pocałowałam Kamila.
- Dziękuję- szepnęłam mu do ucha.
- Proszę bardzo- szepnął mi do ucha i lekko je przygryzł.
- Nareszcie nie będzie z nami tej Anki
- A co nie lubisz jej ?- zapytał nie przerywając swojego wcześniejszego zajęcia.
- Nie że jej nie lubię, tylko ona cały czas się do ciebie przystawia. - Kamil wziął mnie na ręce, a ja oplotłam jego biodra nogami. Zaniósł mnie do sypialni i położył na łóżku.
 - Ktoś tu jest zazdrosny.
- A ty byś nie był ? Ona jest sto razy ładniejsza ode mnie i do tego umie śpiewać.
- Miziaaa nie przesadzaj. Ty jesteś sto razy ładniejsza, a nawet tysiąc. Ona jest moją kumpelą . Nigdy bym się z nią nie związał. A na pewno nie teraz.
- Czemu nie teraz?- zapytałam.
- Bo mam ciebie- po tych słowach zaczęliśmy się namiętnie całować. Kamil zaczął ściągać mi koszulkę, a ja to samo zrobiłam z jego. Spojrzał na mnie pytająco, a ja kiwnęłam głową.
***
Obudziłam się. Była 15.05. Uświadomił mi to zegarek naprzeciw naszego łóżka. Kamil jeszcze spał. Byłam w niego wtulona, a nasze ciała okrywała tylko beżowa pościel. Spał tak słodko, ale mimo to postanowiłam go obudzić.
Odsunęłam się od niego i wzięłam telefon do ręki. Znalazłam dzwonek, a raczej sygnał  straży pożarnej. Przyłożyłam mu telefon do ucha i kliknęłam "play".
Wybiegł z łóżka momentalnie. Zachowywał się jak opętany. Rozglądał się po całym pokoju.
- Co się stało? Pali się coś ? Nic ci nie jest ?- mówił przejęty, a ja się śmiałam. Po chwili uświadomił sobie, że nie ma na sobie bokserek.
- Nie ładnie tak Kamilku. - podeszłam do niego owinięta w pościel- a co byś zrobił jakby był tu ktoś inny niż ja?
- Hmmmmm - zaczął- nie wiem, a co ty byś zrobiła?
- To co teraz- pocałowałam go i szybko poszłam do łazienki . Nalałam wody do wanny. Miałam ochotę na długą, relaksującą kąpiel z bąbelkami. Po chwili wanna była już zapełniona wodą. Wlałam kilka olejków i zanurzyłam się w wodzie. "Leżałam " w wannie, gdy do łazienki wszedł Kamil.



______________________________________________________________________________

No i kolejny rozdział . Mam zamiar kończyć bloga. Jeszcze kilka rozdziałów ; D

sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 28

    Byliśmy już na plaży. Woda była ciepła i cały świat był ogarnięty promieniami jasnego słońca. Wygłupialiśmy się jak małe dzieci. Wszystko było takie inne. Takie spokojne. Nikt tutaj nie podchodził i nie prosił o autografy. Teraz już wiem, dlaczego Kamil lubi wyjeżdżać za granicę. Tutaj nikt go nie zna. A przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem czy mi się wydaje, a może to prawda, ale kojarzę dziewczynę , która siedzi niedaleko nas. Tylko nie wiem skąd. Przeciętnego wzrostu, blondynka o ciemnej karnacji, jej wysportowane ciało idealnie pasuje do bikini. Jest jakimś ideałem, którego kojarzę. Może widziałam ją na koncercie . Nie wiem . Nie będę teraz nad tym główkować. Wolę położyć się obok Kamila i cieszyć się życiem.
po około 2 godzinach wylegiwania się na plaży poszliśmy  do hotelu  na kolację. W dużego pomieszczenia gdzie była restauracja.  była piękna.  wszystko było idealnie dobrane.  Nawet chusteczki pasowały do całego wystroju.  Usiedliśmy przy stoliku  i zamówiliśmy danie z karty. Ja zamówiłam łososia z bukietem surówek, a Kamil... to samo.
- Czy ty nie mówiłeś mi kiedyś , że nie lubisz łososia ?- zapytałam zdziwiona .
- Yhmmm. Kiedy ?- zapytał zdezorientowany.
- Jak zrobiłam ci na obiad. - powiedziałam- wziąłeś gryza i powiedziałeś, że nie lubisz tej ryby.
- Nooo .... Yyyy. Jakby to powiedzieć- zaczął się jąkać.
- To nie było to, że jej nie lubisz, tylko nie smakowała ci moja kuchnia- powiedziałam i udałam, że się obraziłam.
- Kasia.... Nie fochaj się . Przepraszam - powiedział .
- Nie focham się, tylko czemu nie powiedziałeś mi prawdy .? - zapytałam.
- Nie chciałem cię smucić. Ale ta ryba na prawdę ci nie wyszła. - powiedział i oboje się śmialiśmy.
Po chwili podszedł do nas kelner i podał nam nasze zamówienie.
- Yhmmm. Smac - nego - powiedział kelner.
- Thank you. Your Polish is very good - powiedział Kamil i wszyscy zaśmialiśmy się.
Zjedliśmy naszą kolację i poszliśmy na spacer. Chodziliśmy po plaży . Zobaczyliśmy zachód słońca . Wszystko było takie idealne. Aż za idealne.
Znowu zobaczyłam tą samą dziewczynę. Zapytałam Kamila:
- Wiesz kto to- pokazałam na nią dyskretnie palcem.
- Hmmm. Kojarzę ją...- powiedział zamyślony.
- Więc kto to- powiedziałam.
- To jest ... Ania- powiedział Kamil- Kiedyś śpiewała w chórkach w moim zespole.
- Aham. Wiedziałam, że skądś ją znam- powiedziałam.
- Hej! Ania! Cześć! - krzyknął Kamil.
Dziewczyna odwróciła się w mgnieniu oka
- Ooo! Kamil. ! Cóż za zbieg okoliczności. Co ty tu robisz ?
- Przyjechałem na wakacje z moją dziewczyną. Kasią. Kasia- Ania, Ania - Kasia
- Milo mi- powiedziałam, choć wcale nie było mi miło. Widziałam jej reakcję jak Kamil powiedział jej, że jestem jego dziewczyną. Nie była wcale zadowolona tym faktem.
- Mnie również- powiedziała z udawanym entuzjazmem.
Ania się do nas uczepiła. Przez kolejne 2 dni chodziła z nami na spacery, na plaże, basen dosłownie wszędzie. Gdy wstałam trzeciego dnia naszego pobytu Kamil szepnął mi na ucho:
- Hej słońce! Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką .?- zapytałam z zaspanym entuzjazmem.
- Dowiesz się po śniadaniu- powiedział z wielkim smilem na twarzy.
- Coś czuję, że nie wytrzymam tak długo- uśmiechnęłam się i poszłam do łazienki załatwić poranną toaletę i ubrać się. Po 5 minutach byłam już gotowa. Wyszłam z łazienki i powiedziałam do Kamila.
- Już możemy iść na śniadanie.
- Widzę, że ktoś tu nie może się odrzekać- zaśmiał się.
- No, żebyś wiedział. Nie wiem czego mam się spodziewać.
- Nie martw się. To będzie bardzo miła niespodzianka. - powiedział i poszliśmy na śniadanie.
Zjedliśmy jajecznicę z pieczarkami , papryką i szczypiorkiem . Była pyszna. Po śniadaniu poszliśmy od razu do pokoju. Kompletnie zapomniałam o niespodziance. - Kasia pakuj szybko swoje rzeczy- powiedział Kamil - żadnych pytań. Masz pięć minut. Byłam zaskoczona. Na pewno musimy szybko wrócić do Polski. Tylko Czemu. ? Po pięciu minutach byliśmy już ze swoimi bagażami przed hotelem i wsiedliśmy do taksówki. - Powiesz mi co się stało. ? - zapytałam. - Nie. To niespodzianka. - powiedział. Teraz to w ogóle nie wiedziałam o co chodzi. Można było spodziewać się wszystkiego. Po 15 minutach Kamil zawiązał mi oczy bandamką. - Jesteśmy prawie na miejscu - powiedział. - No to mnie pocieszyłeś - mruknęłam pod nosem. Taksówka się zatrzymała. Kamil wyszedł i otworzył mi drzwi. Zaprowadził kilka metrów dalej i rozwiązał chustkę. Zobaczyłam .... ________________________________________________________________
 Myślę, że się podoba. Kolejny jutro, albo po jutrze. Czekajcie cierpliwie. ;**


czwartek, 25 lipca 2013

Ogłoszenie

Bardzo was przepraszam, ale miałam już nie pisać w wakacje. Ale jakoś nie mogę bez tego żyć. To jest silniejsze ode mnie i muszę pisać. Nie zawsze mam na to czas, ale będę starała się pisać często. Nie jestem w stanie przewidzieć co ile będą rozdziały, bo to jest niemożliwe. Myślę, że tak co 2 dni. Czasami mogą być częściej, a czasami rzadziej . Jeszcze raz przepraszam i dzieękuję wam za 6372 wyświetlenia bloga. Jesteście wielcy. A i proszę was o komentowanie postów, bo jak popatrzę, że pod takim moim rozdziałem pojawi się kilka komentarzy to od razu się cieplej na sercu robi. ;)

sobota, 13 lipca 2013

Nowe opowiadanie !!!

Uwaga ! 
Piszę nowe opowiadanie. Znajdziecie je tu :
Opowiadanie o Kamilu i Kasi będę pisała dalej, więc nie macie się o co martwić. 

Rozdział 27

   Wylądowaliśmy w Hiszpanii. Było tam cudownie. Wszędzie było tak czysto. Świeże powietrze docierało do moich płuc. Tu było inaczej niż w Polsce. Mogłem tu być kimkolwiek chcę. A w nawiasie mówiąc nie słynnym Kamilem Bednarkiem , który był w Mam Talent. Tutaj byłem normalnym człowiekiem, który przyjechał spędzić czas ze swoją kobietą. Najwspanialszy czas. Nie ważne gdzie i kiedy, ale ważne z kim.
   Wynajęliśmy taksówkę i pojechaliśmy do hotelu. Postanowiłem, że tam spędzimy dzień, może dwa. Potem przeprowadzimy się do domku obok plaży. Teraz nie możemy tam być, bo wszystkie są zajęte.
   Po kilkunastu minutach byliśmy już pod pięciogwiazdkowym hotelem. Był ogromny. W Polsce chyba takiego nie ma. W sumie w Polsce nie ma wielu wspaniałych miejsc. A jak są to zaraz jakieś gówniarze namalują graffiti albo naśmiecą i miejsce jest takie samo jak wszystko inne... Takie zwykłe.
    Wyciągnęłam nasze walizki. Położyłem je na specjalny wózek i podeszliśmy razem z Kasią do recepcji.
- Hi! Do you speak English?- zapytałem.
- Yes. Can I help you .?- powiedziała do nas recepcjonistka. Ulżyło mi , że mówią tu po angielsku, bo inaczej mielibyśmy problem z dogadaniem się.
- Yes. We would like to rent a double room- powiedziałem.
- Wait a minute let me see- powiedziała. - Hmm. Room 212, second floor- powiedziała i podała nam kluczyk. Podpisałem jeszcze jakieś papiery i poszliśmy do pokoju.
***
   Kamil świetnie mówił po angielsku, więc nie mieliśmy problemu z dogadaniem się. Ja też umiem angielski, ale nie jest on na najlepszym poziomie. Poszliśmy do pokoju. Kamil wiózł za nami nasze walizki. Chciałam mu pomóc, ale nie mogłam. Po "wypadku" nie czuję się za dobrze. Nie chcę mówić o tym Kamilowi, bo zaraz będzie się martwił. Ale nic poważnego. Czasem tylko mi się kręci w głowie. Na pewno mi to przejdzie.
   Doszliśmy do pokoju 212.
- Kasia zaczekaj chwilę. - powiedział Kamil i złapał mnie za rękę. Wziął z mojej ręki klucz i otworzył drzwi. Już chciałam wejść , gdy podniósł mnie i przeniósł jak pannę młodą przez próg.  Pocałowałam go i powiedziałam:
- Kocham cię najbardziej na świecie.
- Hmm. Nie zgodzę się z tym- uśmiechnął się łobuzersko- Ja cię kocham bardziej.
Postawił mnie a ziemi i poszedł po walizki. Ja w tym czasie "obczaiłam" pokój. Był piękny. Widok na morze z balkonu. Na środku duże małżeńskie łóżko, wszystko w stylowych kolorach. Po prostu cudownie.
***
Kasi się chyba podoba. Przynajmniej mam taką nadzieję. Chcę , aby czas spędzony tutaj był niezwykły. Wszedłem do naszego pokoju razem z walizkami, które nie były wcale lekkie.  Nie wiem co Kasia do nich napakowała. Przecież jesteśmy tu tylko na 2 tygodnie. W sumie moja też niebyła za lekka. Hmmm. Koniec narzekania. Czas bawić się w najlepsze z moją dziewczyną.
   Kasia siedziała na łóżku i robiła coś w telefonie.Podszedłem do niej i objąłem ją w pasie.
- Co robisz .?- zapytałem .
- Yyy. Nicc- odłożyła telefon. Wiedziałem , że coś ją gryzie. Jej wyraz twarzy mówił sam za siebie.
- Co się stało .?- zapytałem . - I nawet nie mów, że nic.
- Hmm. Ewa do mnie napisała- zaczęła.
- To dlaczego jesteś smutna .? To chyba dobrze prawda.?- nie wiedziałem o co jej chodzi.
- No dobrze nawet baardzo. Ale tęsknię za nią. Widziałam się z nią tylko kilka dni, a przecież ona jest moją siostrą. - mówiła to tak jakby miała się zaraz rozpłakać. Przytuliłem ją mocno i powiedziałem:
- Ej ... Mała. ... Nie płacz. Jak tylko wrócimy to się z nią zobaczysz.
- Ale jak .? Przecież ona wyjechała- powiedziała. Czułem , że jej głos drży .
- Zabiorę cię do niej okej .?- zapytałem . Wstała jak oparzona i z niedowierzaniem  patrzyła na mnie.
- Ale na prawdę ?- zapytała nadal zdziwiona.
- Tak. Naprawdę . Chcę abyście się lepiej poznały. Wiem jak to wspaniale mieć rodzeństwo. Kornela i Konrad to dla mnie bardzo ważne osoby, które zawsze mnie wspierają. I mam nadzieję, że Ewa też taka będzie- powiedziałem. Kasia przytuliła mnie bardzo mocno i powiedziała:
- Dziękuję.
- Nie ma za co. A teraz szybko się przebieraj i idziemy na plażę. Szkoda czasu , żeby się zamartwiać- powiedziałem.
- Dobrze. - powiedziała i szybko pobiegła do walizki wzięła strój i weszła do łazienki. Ja otworzyłem swoją i wyciągnąłem spodenki. Gdy Kasie wyszła ja poszedłem się przebrać i za 20 minut siedzieliśmy już na plaży.

_________________________________________________________________________________
Długo oczekiwany rozdział. Dawno nie dodawałam, ponieważ byłam na wyjeździe i nie miałam internetu. I od poniedziałku do 21.07.13 nie będzie nowych rozdziałów, bo znowu wyjeżdżam . Mam nadzieję, że się nie obrazicie i dalej będziecie czytać moje wypociny. Pozdrowionka . :**

Rozdział 26

Obudziłam się rano. Leżałam wtulona w Kamila. Popatrzyłam na zegarek. Była 7.55 . Pocałowałam Kamila. I szepnęłam mu do ucha:
- Kochanie. Już czas wstawać.
- Ghymmm. ... - jęknął .
Pocałowałam go jeszcze raz.
- No dobra już wstaje, bo zacałujesz mnie na śmierć- powiedział zaspany.
- Nie podoba ci się taki rodzaj śmierci .?- zapytałam i szeroko się uśmiechnęłam.
Usiadł na łóżku i popatrzył na mnie zaspany.
- Szczerze. Podoba mi się, ale wolę jeszcze nie umierać, bo chcę mieć te przyjemności przez bardzo długi czas. Więc proszę nie zabijaj mnie- powiedział.
- No dobra. Postaram się.- zaśmiałam się.
Poszliśmy po kolei do łazienki. Potem zjedliśmy śniadanie i poszliśmy do samochodu. Kamil zniósł walizki i pojechaliśmy na lotnisko.
Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Do odlotu zostało jeszcze ponad godzinę.
- Leciałaś kiedyś samolotem .?- zapytał.
- Nie. Nie miałam jeszcze okazji- powiedziałam. W tym samym momencie zaczęłam się bać. Naoglądałam się tych wszystkich filmów o TU- polewach i boję się.
- Nie bój się. Jak zginiemy to razem. - zaśmiał się. Mi wcale nie było do śmiechu. Stanęliśmy w kolejce po bilety i usłyszeliśmy dźwięk robienia zdjęcia.
- Chodź szybko. - powiedział Kamil i zaciągnął mnie do męskiej toalety.
- Co ty robisz ? To jest męska- powiedziałam.
- Trudno. Nie zostawię cię samej.- powiedział i szybko weszliśmy do pomieszczenia. Weszliśmy do kabiny i zamknęliśmy drzwi na klucz. Ja szłam cały czas z zamkniętymi oczami.
- Możesz już otworzyć oczy- szepnął Kamil.
- Co się stało?- zapytałam.
- Ktoś robił nam zdjęcia i chciał chyba lecieć z nami do Turcji. - powiedział.
- I co teraz .?- zapytałam.
- Hmmm. - zastanawiał się chwilę- Co byś powiedziała na wyjazd do ... Hiszpanii .?
- Co ?!
- No do Hiszpanii. Nie polecimy do Turcji bo ten facet z aparatem na pewno już tam leci. No więc polecimy gdzieś indziej.
- Oj Kamil, Kamil. Nie ładnie tak marnować pieniądze. - pogroziłam mu palce i mało co nie wybuchliśmy śmiechem .
- Wolę je zmarnować, niż siedzieć w Turcji w kapturze i martwić się czy ten facet robi nam zdjęcia- powiedział.
- Długo tak będziemy tu stać .?- zapytałam.
- Właściwie, to możemy już wyjść- złapał mnie za rękę i wyprowadził.
Kamil założył kaptur i szybko kupił bilety na lot do Hiszpanii.
- Wylatujemy za pół godziny. Musimy się sprężać- powiedział i szybko ruszyliśmy załatwić wszystko co jest związane z lotem samolotem .
Po pół godziny siedzieliśmy już w samolocie. Byłam strasznie zdenerwowana.  Zapięłam pasy, założyłam słuchawki na uszy i  przytuliłam się do Kamila .  Kamil cały czas o czymś myślał. Widać, że był tym bardzo przejęty. Zdjęłam słuchawki z uszu i zapytałam:
- O czym tak myślisz .?
- O niczym. - powiedział... Nie dręczyłam go więcej pytaniami. Ale w końcu postanowiłam go o coś zapytać.
- Możesz mi coś obiecać .?- zapytałam.
- Ale co .?- odparł zdziwiony.
- Możesz mi obiecać, że będę kobietą, którą kochasz najbardziej w swoim życiu .?- zapytałam.
- Niestety nie . - powiedział.
- Ale..- zdziwiła mnie jego odpowiedź. Łzy zaczęły mi napływać do oczu. Kamil złapał mnie za ręce i powiedział.
- Nie mogę ci tego obiecać, ponieważ niedługo ujrzę niesamowitą kobietę, która będzie bardzo podobna do ciebie i mówiła do ciebie mamo . - powiedział patrząc mi prosto w oczy.
Pocałowałam go i przytuliłam go baaardzo mocno. Łzy szczęścia spływały mi po policzkach. Mam wspaniałego chłopaka, którego nie oddam za nic. Do końca lotu tak siedzieliśmy. Było mi dobrze przy nim . Był lepszy niż jakakolwiek poduszka. Był idealny.

czwartek, 4 lipca 2013

WAŻNE!!!

W związku z tym, iż zauważyłam, że dużo blogów z opowiadaniami o Kamilu zostało usuniętych chciałam wam oświadczyć , że to opowiadania to całkowita fikcja. Wszystko co jest tu zawarte to tylko wytwór mojej wyobraźni.  No to chyba na tyle. Dziękuję wam za prawie 4500 wyświetleń jesteście wielcy!!!

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 25

W poprzednim rozdziale:
Opowiedziałem jej całą historię z okupem, a potem zaczęliśmy się wygłupiać gdy nagle do sali wszedł lekarz.
- Ooo- powiedział a my w tym samym momencie zrobiliśmy się poważni. - widzę, że czuje się pani dobrze mam rację?- zapytał.
- Tak. Czuję się znakomicie. Kiedy będę mogła wyjść ze szpitala .?- zapytałam.
- Właściwie, to może pani wyjść nawet zaraz, ale musi pani odpoczywać. A pan- zwrócił się do Kamila - pan ma pilnować, żeby się nie przemęczała. Pani Kasia nie może dźwigać, biegać ani w żaden inny sposób się przemęczać przez następne trzy dni, ponieważ może zemdleć.
- Dobrze. Dopilnuję, żeby się nie męczyła- powiedział Kamil.- A teraz możemy się już zbierać .?
- Tak. Jak będą państwo gotowi proszę przyjść do mojego gabinetu na końcu korytarza po wypis- powiedział lekarz.
- Dobrze. - powiedziałam.
Wzięłam swoje ubrania i poszłam do łazienki się ubrać.  Gdy wróciłam zobaczyłam, że Kamil stoi już gotowy do wyjścia. Ja nie czekając długo zaraz do niego dołączyła i poszliśmy do lekarza po wypis.
- Gdzie jest Kornela i Kondziu .?- zapytałam.
- Pojechali do Lipek . A my teraz jedziemy do Wrocławia,ty będziesz musiała wypocząć, a ja jutro zacznę pakować twoją walizkę, bo po jutrze lecimy do Turcji.
- No dobrze. To teraz czeka nas jakieś pięć godzin drogi -powiedziałam.
- No niestety. Może gdzieś przenocujemy?- zapytał.
- Nie wiem. Jest 3 w nocy! Kto o tej porze wynajmie ci pokój?!- zapytałam podniesionym głosem.
- Cyba nikt- posmutniał - No to co .'? Jedziemy teraz do domu i tam się prześpimy tak .?
- Tak mi się wydaje. Jak będziesz mocno zmęczony to ja poprowadzę.- powiedziałam.
- To  ty masz prawo jazdy.?- zapytał zdziwiony Kamil.
- No heloł. Ja mam 19 lat. Kto normalny w tym wieku nie ma prawa jazdy .?- zapytałam ironicznie.
- A czemu nie jeździsz samochodem .?- zapytał Kamil.
- No bo... Mam złe wspomnienia. Wypadek taty, a potem mamy. Nie chcę, aby ze mną też coś się stało. Nie jestem na to gotowa. Ale jak trzeba to prowadzę. - powiedziałam.
- Jak nie chcesz to ja będę prowadził całą drogę.- powiedział Kamil. Widać, że się o mnie martwił.
- Nie no. Dam radę skarbie. Przecież i tak byś nie dał rady !- powiedziałam .
- No jak chcesz - powiedział.
Wsiedliśmy do samochodu. Ustaliliśmy, że będziemy się zmieniać co godzinę.Po drodze rozmawialiśmy na nieskończenie wiele tematów. Nie pominęliśmy też tematu wycieczki.Cieszyłam się, że mam tak wspaniałego chłopaka. Nawet nie wiek kiedy byliśmy już we Wrocławiu. Czas , który jechaliśmy minął tak szybko. Kamil podjechał pod swoje mieszkanie. Wyszliśmy. Kamil wziął nasze walizki i zaniósł je do mieszkania. Ja w tym czasie otworzyłam drzwi i czekałam już na niego w środku. Gdy tylko wszedł do domu położył walizki w przedpokoju i podszedł do mnie . Oparł ręce o ścianę, tak, że byłam "uwięziona".
- Stęskniłaś się za tym domem skarbie ?- zapytał.
- Bardzo. A zwłaszcza za tym..- powiedziałam i pocałowałam go . Całowaliśmy się kilka minut, a potem Kamil wziął mnie na ręce i zaniósł jak pannę młodą do swojego pokoju.
- Czyżby pan Bednarek chciałby mnie uprowadzić.?- zapytałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- No jasne , że tak. Przecież ja jestem taki zacnie zły- i zaśmiał się złowieszczo.
- Hahaha. Ale pamiętasz, że nie mogę wykonywać żadnej aktywności fizycznej prawda.?- zapytałam..
- Pamiętam pamiętam- posmutniał. - No więc zgodnie z postanowieniem lekarza idziesz pod prysznic i spać- powiedział.
- Dobrze panie doktorze- powiedziałam grzecznie.
- A więc mam ci pomóc.?- zapytał i uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie dziękuję panie doktorze. Dam sobie radę- powiedziałam i poszłam pod prysznic.
Weszłam do łazienki, przekręciłam klucz w drzwiach . Rozebrałam się i weszłam do kabiny. Woda zmyła ze mnie wszystko. Czułam się jak nowo narodzona. Wyszłam z kabiny owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Weszłam do pokoju.
- Uuu. Widzę, że ktoś tu zapomniał piżamki- powiedział Kamil, a jego brwi chodziły góra dół- Mogłabyś jej nie zakładać.
- Chyba śnisz- powiedziałam. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki się ubrać. Ubrana wyszłam i poszłam do pokoju. Położyłam się na łóżku i powiedziałam do Kamila:
- Teraz twoja  kolej.
- Już idę. Wracam za pięć minut- powiedział i odszedł.
Zakryłam się kołdrą. Była taka  miękka . Wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam.
***
Wróciłem do pokoju, a Kasia już spała. Wyglądała tak słodko. Podszedłem do łóżka i położyłem się obok niej. Przytuliłem ją i zasnąłem .

Obudziłem się. Spojrzałem na zegarek. Była 14.07 . O boże . Trzeba wstać i zacząć się pakować. Kasia dalej spała. Nie budziłem jej, bo wiedziałem , że musi odpoczywać. Wstałem , ubrałem koszulkę grube lolo i dżinsy. Poszedłem do kuchni . Na śniadanie zrobiłem kanapki. Zjadłem, a resztę kanapek włożyłem do lodówki. Poszedłem pakować walizki. Zajęło mi to może pół godziny. Zapiąłem ją i usłyszałem głos Kasi:
- Widzę, że już wstałeś.
Podszedłem do niej i pocałowałem.
- No wstałem , wstałem. Nawet zrobiłem już śniadanie i spakowałem walizkę- powiedziałem .
- Moją .?- zapytała.
- Tak i  Moją też. - powiedziałem.
- Jesteś kochany. Ale nie spakowałeś mi tam żadnej erotycznej bielizny itp. prawda.?- powiedziała i zaśmiała się.
- Nie, nie spakowałem. Ale mogłem. Kurde nie pomyślałem .- powiedziałem i uśmiechnąłem się szeroko.
- Tylko byś spróbował, to bym cię chyba w tej Turcji zabiła.- powiedziała.
Poszliśmy zjeść śniadanie na obiad. Była już 15. Po śniadaniu poszliśmy na miasto kupić kilka rzeczy potrzebnych na wyjazd. Świetnie się bawiliśmy przymierzając okulary i kapelusze . Kasia jest taka radosna. Nie potrafi być smutna. Zawsze jest taka pełna energii. Wróciliśmy do mieszkania była już 19. Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Leciały jakieś wiadomości plotkarskie. Miałem już przełączać , ale zobaczyłem nagłówek: " Kamil Bednarek ma nową dziewczynę, czy bawi się jej uczuciami"
- Daj mi pilota- powiedziała Kasia. Dałem jej pilota, a ona szybko przełączyła.
- Mam już tego dość. Gdzie się nie ruszę, czego nie zrobię oni już o wszystkim wiedzą- powiedziałem zirytowany.
-Nie przejmuj się. - powiedziała. Nie rozumiem jej . Nie przejęła się tym wszystkim. Podziwiam ją.
- Wiesz , że jesteś moją pierwszą dziewczyną, która nie przejmuje się tym co mówią o niej media- powiedziałem.
- No wiesz. Za pewne pierwszą i ostatnią- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła. Uwielbiam jej uśmiech jest taki... szczery. Nie ma w nim nic sztucznego.
- Na pewno - pocałowałem ją.
- A teraz może pójdziemy spać .?- zapytała.
- Okej. Bo jutro około 9 mamy być już na lotnisku, czyli będzie pobudka około 8 - powiedziałem i szeroko się uśmiechnąłem. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju. Położyłem ją na łóżku  i po kilkunastu minutach już spaliśmy.


____________________________________________________________________________________

No to kolejny rozdział . Macie jakieś życzenia co do wyjazdu .?

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 24

W poprzednim rozdziale:
- Jesteśmy jej przyjaciółmi, a to jest jej chłopak- powiedziała Kornela.
- W takim razie stan pani Kasi jest stabilny. Nic nie grozi jej życiu, ani zdrowiu- powiedział lekarz.
- Ale co się jej stało- powiedziałem.
- Została lekko podtruta. Komuś zależało chyba by straciła przytomność. Jednak nic po za tym jej nie jest.- powiedział lekarz.
- A co z nią teraz jest ?- zapytał Kondzio.
- Leży w sali numer 5. Jest przytomna, ale powinna teraz odpoczywać- powiedział lekarz.
- A czy możemy do niej wejść .?- zapytałem.
- Hmm.. - spojrzał na Kamila i jego słodki oczka pieska- No dobrze. Ale pojedynczo !
- Dziękujemy- powiedzieliśmy wspólnie i szybko ruszyliśmy w stronę sali numer 5.
Gdy staliśmy już pod drzwiami zapytałem:
- Kto idzie pierwszy?
- Ja - powiedziała Kornela- Bo jak ty tam wejdziesz, to możesz już stamtąd nie wyjść- uśmiechnęła się.
- No to potem wejdę ja- powiedział Kondzio.
- No dobra. To ja cierpliwie poczekam tutaj.- powiedziałem.
***
Leżałam w sali szpitalnej. Nie pamiętam nic co się wydarzyło. Powoli zaczynam sobie przypominać, ale tylko urywkowo. Leżałam przykryta białą niewygodną kołdrą i rozglądałam się po pomieszczeniu. Nagle w drzwiach sali stanęła Kornela.
- Cześć kochana!- powiedziała i szybko weszła do sali. Usiadła obok mojego łóżka na krześle i zapytała- Jak się czujesz?
- Już dobrze. Bywało gorzej- postarałam się wydusić sztuczny uśmiech. Chyba mi wyszło bo nic nie mówiła.
- A tak w ogóle wszystkiego najlepszego. Dużo szczęścia, abyś ty i Kamil zawsze byli obok siebie, żebyście zawsze byli szczęśliwi i co najważniejsze szybkiego powrotu do zdrowia- uśmiechnęła się.
- Dziękuję. Gdzie są moje rzeczy .?- zapytałam.
- Poczekaj- rozglądała się po pomieszczeniu- są tutaj.
- Mogłabyś mi je dać .?- zapytałam.
- Dobrze- powiedziała nie wiedząc o co mi chodzi.
Wzięłam od Korneli torbę z moimi rzeczami i wyciągnęłam z niej katanę, w której schowałam moje bilety do Turcji. O dziwo tam były.
- Uuu. Czy ty wybierasz się z moim braciszkiem za granicę - zapytała.
- Yhyym- powiedziałam .- A co .?
- Nic nic.., Tylko go tam czasem nie wykorzystuj- powiedziała i obie wybuchłyśmy śmiechem .
- No nie mogę tego obiecać- powiedziałam cały czas się uśmiechając.
- Dobra ja lecę. Bo za mną jest kolejka o przyjście do ciebie- powiedziała.
- Trzymaj się. - powiedziałam .

***
Kornela wyszła z sali. Teraz była kolej Konrada. Ja czekałem cierpliwie na swoją kolej.
- I jak z nią.?- zapytałem Korneli.
- Dobrze, Wszytko jest w normie- powiedziała- A dlaczego mi nie powiedziałeś, że zabierasz ją na wycieczkę do Turcji .?- udała obrażoną.
- A czy ty musisz o wszystkim wiedzieć .?- zapytałem .
- Tak muszę - powiedziała i oboje się zaśmialiśmy.
- Chciałem ci powiedzieć, ale ty byś zaraz jej wszystko wygadała . Nie umiesz dotrzymać tajemnicy - powiedziałem .
- Ja nie umiem dotrzymać tajemnicy .?  No to teraz przegiąłeś- podeszła do mnie i zaczęła mnie łaskotać. Ja nie byłem gorszy i zrobiłem to samo po kilku minutach skończyliśmy a ona powiedziała:
- Wygrałam !
- Chyba śnisz siostrzyczko!- odpowiedziałem. W tej samej chwili z sali Kasi wyszedł Konrad.
- Teraz twoja kolej- powiedział.
Szybko wstałem i wszedłem do Kasi. Leżała na szpitalnym łóżku taka bezbronna. Wyglądała tak słodko. Mimo , że to szpital. Podszedłem do niej i pocałowałem.
- Cześć skarbie- powiedziałem
- Cześć- powiedziała i pocałowała mnie .
- Martwiłem się o ciebie. Co się stało?- zapytałem.
- Nie wiem . To było dziwne. Gdy rozdawałeś autografy podszedł do mnie jakiś koleś . Zapytałam czy mogę w czymś pomóc. On jakiś zdezorientowany powiedział , że tak. Szukał jakiejś dziewczyny. Postanowiłam mu pomóc. Zaczęłam jej szukać razem z nim. On zaprowadził mnie pod twoją garderobę. Spytałam co tu robimy, a on przyłożył mi coś do nosa i... obudziłam się tutaj.- powiedziała.
Opowiedziałem jej całą historię z okupem i potem zaczęliśmy się wygłupiać, gdy nagle do sali wszedł lekarz.

_________________________________________________________________________________
Kolejny rozdział. Miejmy nadzieję , że wam się podoba. Trochę nudny, ale następne będą chyba ciekawsze ;) 

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 23

Po chwili dostałem sms'a od... Kasi. 
,, Twoja dziewczyna ma sie dobrze.  Do czasu. Za godzinę widzę 10 tys. w śmietniku koło sceny. Po prawej stronie od wejścia głównego.  Jak nie to twojej dziewczynie może się coś stać." O boże.  Co się stało.? Nie mogłem racjonalnie myśleć,  dlatego szybko pobiegłem do Korneli. 
- Kornela- powiedziałem zdyszany- Porwali Kasie.!
- Co. .? - rozpłakała się.  Mi tez łzy napłynęły do oczu . Pokazałem jej sms'a. 
- I co zrobimy.?  - zapytałem.
- Masz tyle kasy przy sobie.?  - zapytała Kornela. 
- Nie.  Brakuje mi do tej sumy jakieś. 1000 zł . Miałem jutro wpłacić pieniądze na konto. - powiedziałem. 
- Dobra. Ja mam jakieś 500 Kondziu też pewnie coś ma. - powiedziała Kornela przez łzy.
- Okej.  To ja lecę po niego. - powiedziałem i pobiegłem do Kondzia. 
Opowiedziałem mu wszystko po kolei. On dorzucił kasy i mieliśmy całe 10 tys. Ucieszyłem się,  ale i zmartwiłem.  Poszliśmy do Korneli.
- A co jak on nam jej nie odda.?  - zapytał Kondziu. 
- Nawet tak nie myśl.  Odda nam ją.  Nie ma innego wyjścia. - powiedziałem. 

Zapadła cisza. Do spotkania zostało kilkanaście minut. Wspólnie z rodzeństwem ustaliliśmy, że to ja podrzucę pieniądze, a oni będą patrzeć czy ktoś idzie.
- Ej Kamil.- powiedziała Kornela- Idź już. I nie patrz na nas. !
-Dobra- poszedłem do kosze obok wejścia. Strasznie się denerwowałem. Bałem się , że już nigdy nie zobaczę mojej Kasi. Nie. Bednarek. Nawet tak nie myśl! Zobaczysz ją ! I to nawet zaraz! Gdy byłem już przy koszu dostałem sms'a: Wrzuć kasę do śmietnika i wyjdź na zewnątrz!. Zrobiłem co kazał. Gdy byłem na dworze dostałem następnego sms'a: Wszystko się zgadza. Twoja dziewczyna jest w męskiej toalecie obok twojej garderoby!.  Szybko ruszyłem w stronę garderoby. Wszedłem do łazienki i zobaczyłem Kasię leżącą na ziemi. Szybko do niej podbiegłem i sprawdziłem puls. Żyła. To było najważniejsze. Zadzwoniłem po pogotowie. Za kilkanaście minut przyjechali. Ja zaniosłem ją do karetki, bo nie chciałem, żeby oni to zrobili. Położyłem ją.
- Czy jest pan kimś z rodziny.?- zapytała pani lekarz.
- Nie. Ja jestem jej chłopakiem. - powiedziałem trzymając Kasię za rękę.
- Niestety nie może pan z nami jechać. Proszę przyjechać do tutejszego szpitala- powiedziała lekarka.
-  Dobrze- powiedziałem niechętnie . Puściłem dłoń Kasi i szepnąłem jej do ucha- Trzymaj się. Zaraz do ciebie wrócę- i szybko wyskoczyłem z karetki. Pobiegłem do mojego samochodu. W drodze do szpitala szybko wybrałem numer do Korneli.
- Halo. Kornela. Jadę do Kasi do szpitala. Znalazłem ją nieprzytomną w łazience- powiedziałem szybko.
- Dobrze. Niedługo do ciebie dojedziemy, tylko rozprawimy się z ziomkiem, który cię szantażował- powiedziała.
- Ale jak to "rozprawicie" ?- zapytałem.
- No nie my, tylko policja. Opowiem ci wszystko, jak przyjedziemy z Kondziem do szpitala. - powiedziała i rozłączyła się.
Jechałem bardzo szybko. Na szczęście nie było żadnych korków. Po kilku minutach byłem już w szpitalu. Podbiegłem do recepcji i zapytałem:
- Gdzie jest dziewczyna, którą tu przed chwilą przywieziono .?
- Jaka dziewczyna .? Nikogo tu przed chwilą nie przywieziono- powiedziała zdziwiona moim zachowaniem recepcjonistka.
- Ale jak to .? Nazywa się Kasia... - zobaczyłem jak przywożą Kasię do szpitala. Szybko do niej podbiegłem i zapytałem lekarza- Co jej jest .?
- Prawdopodobnie została czymś zatruta, ale nie mamy pewności- powiedział lekarz.
- Dalej pan nie może iść - oznajmiła mi pielęgniarka.
- Aleee.- zacząłem.
- Nie ma żadnego ale. Zostaje pan tu i już. - już chciałem coś powiedzieć, ale ona mi przeszkodziła- a i to , że jest pan słynnym Bednarkiem w niczym nie pomoże- uśmiechnęła się i poszła.
Nie wiedziałem co mam robić. Chodziłem w jedną i w drugą stronę. Minęło może kilka minut i zobaczyłem w drzwiach szpitala Kornelę i Konrada.
- Co z nią?- zapytał Konrad.
- Prawdopodobnie została otruta- powiedziałem cały czas chodząc w jedną i drugą stronę.
- Ale jak to ? Będzie z nią dobrze .?- pytała Kornela.
- Jezu! Kornela nie wiem ! Nie chcą mi nic powiedzieć! Nie pozwolili mi tam wejść!- powiedziałem zdenerwowany.
- Boże!. Uspokój się, bo zaraz mnie jeszcze pobijesz- powiedziała.
- A jak już miałbym kogoś pobić to... Co z tym szantażystą .?- zapytałem.
- To żaden szantażysta. To był jakiś typek, który sobie zajarał i kasa mu się skończyła. Nie miał na towar. Musiał jakoś zarobić i wpadł na głupi pomysł żeby porwać naszą kochaną Kasię- powiedział Kondziu.
- Grrr- myślałem , że zabiję tego gościa. Przez niego i jego głupotę Kasi może się coś stać- A co teraz z nim est .? Policja go zabrała .?
- Tak. Jutro powinni przyjechać i spisać od nas zeznania. - powiedziała Kornela.
- Dobra. Jakoś to przeboleję.- powiedziałem.
Po tych słowach zobaczyłem , jak lekarz który zajmował się Kasią idzie w naszą stronę.
- Czy państwo są kimś bliskim dla pani Kasi Nowak .?- zapytał lekarz.
- Jesteśmy jej przyjaciółmi, a to jest jej chłopak- powiedziała Kornela.
- W takim razie obecny stan pani Kasi...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wam się spodoba. I liczę na to, że pod tym rozdziałem będzie dużo komentarzy. Liczę na was <3