W poprzednim rozdziale:
- Jesteśmy jej przyjaciółmi, a to jest jej chłopak- powiedziała Kornela.
- W takim razie stan pani Kasi jest stabilny. Nic nie grozi jej życiu, ani zdrowiu- powiedział lekarz.
- Ale co się jej stało- powiedziałem.
- Została lekko podtruta. Komuś zależało chyba by straciła przytomność. Jednak nic po za tym jej nie jest.- powiedział lekarz.
- A co z nią teraz jest ?- zapytał Kondzio.
- Leży w sali numer 5. Jest przytomna, ale powinna teraz odpoczywać- powiedział lekarz.
- A czy możemy do niej wejść .?- zapytałem.
- Hmm.. - spojrzał na Kamila i jego słodki oczka pieska- No dobrze. Ale pojedynczo !
- Dziękujemy- powiedzieliśmy wspólnie i szybko ruszyliśmy w stronę sali numer 5.
Gdy staliśmy już pod drzwiami zapytałem:
- Kto idzie pierwszy?
- Ja - powiedziała Kornela- Bo jak ty tam wejdziesz, to możesz już stamtąd nie wyjść- uśmiechnęła się.
- No to potem wejdę ja- powiedział Kondzio.
- No dobra. To ja cierpliwie poczekam tutaj.- powiedziałem.
***
Leżałam w sali szpitalnej. Nie pamiętam nic co się wydarzyło. Powoli zaczynam sobie przypominać, ale tylko urywkowo. Leżałam przykryta białą niewygodną kołdrą i rozglądałam się po pomieszczeniu. Nagle w drzwiach sali stanęła Kornela.
- Cześć kochana!- powiedziała i szybko weszła do sali. Usiadła obok mojego łóżka na krześle i zapytała- Jak się czujesz?
- Już dobrze. Bywało gorzej- postarałam się wydusić sztuczny uśmiech. Chyba mi wyszło bo nic nie mówiła.
- A tak w ogóle wszystkiego najlepszego. Dużo szczęścia, abyś ty i Kamil zawsze byli obok siebie, żebyście zawsze byli szczęśliwi i co najważniejsze szybkiego powrotu do zdrowia- uśmiechnęła się.
- Dziękuję. Gdzie są moje rzeczy .?- zapytałam.
- Poczekaj- rozglądała się po pomieszczeniu- są tutaj.
- Mogłabyś mi je dać .?- zapytałam.
- Dobrze- powiedziała nie wiedząc o co mi chodzi.
Wzięłam od Korneli torbę z moimi rzeczami i wyciągnęłam z niej katanę, w której schowałam moje bilety do Turcji. O dziwo tam były.
- Uuu. Czy ty wybierasz się z moim braciszkiem za granicę - zapytała.
- Yhyym- powiedziałam .- A co .?
- Nic nic.., Tylko go tam czasem nie wykorzystuj- powiedziała i obie wybuchłyśmy śmiechem .
- No nie mogę tego obiecać- powiedziałam cały czas się uśmiechając.
- Dobra ja lecę. Bo za mną jest kolejka o przyjście do ciebie- powiedziała.
- Trzymaj się. - powiedziałam .
***
Kornela wyszła z sali. Teraz była kolej Konrada. Ja czekałem cierpliwie na swoją kolej.
- I jak z nią.?- zapytałem Korneli.
- Dobrze, Wszytko jest w normie- powiedziała- A dlaczego mi nie powiedziałeś, że zabierasz ją na wycieczkę do Turcji .?- udała obrażoną.
- A czy ty musisz o wszystkim wiedzieć .?- zapytałem .
- Tak muszę - powiedziała i oboje się zaśmialiśmy.
- Chciałem ci powiedzieć, ale ty byś zaraz jej wszystko wygadała . Nie umiesz dotrzymać tajemnicy - powiedziałem .
- Ja nie umiem dotrzymać tajemnicy .? No to teraz przegiąłeś- podeszła do mnie i zaczęła mnie łaskotać. Ja nie byłem gorszy i zrobiłem to samo po kilku minutach skończyliśmy a ona powiedziała:
- Wygrałam !
- Chyba śnisz siostrzyczko!- odpowiedziałem. W tej samej chwili z sali Kasi wyszedł Konrad.
- Teraz twoja kolej- powiedział.
Szybko wstałem i wszedłem do Kasi. Leżała na szpitalnym łóżku taka bezbronna. Wyglądała tak słodko. Mimo , że to szpital. Podszedłem do niej i pocałowałem.
- Cześć skarbie- powiedziałem
- Cześć- powiedziała i pocałowała mnie .
- Martwiłem się o ciebie. Co się stało?- zapytałem.
- Nie wiem . To było dziwne. Gdy rozdawałeś autografy podszedł do mnie jakiś koleś . Zapytałam czy mogę w czymś pomóc. On jakiś zdezorientowany powiedział , że tak. Szukał jakiejś dziewczyny. Postanowiłam mu pomóc. Zaczęłam jej szukać razem z nim. On zaprowadził mnie pod twoją garderobę. Spytałam co tu robimy, a on przyłożył mi coś do nosa i... obudziłam się tutaj.- powiedziała.
Opowiedziałem jej całą historię z okupem i potem zaczęliśmy się wygłupiać, gdy nagle do sali wszedł lekarz.
_________________________________________________________________________________
Kolejny rozdział. Miejmy nadzieję , że wam się podoba. Trochę nudny, ale następne będą chyba ciekawsze ;)
- Jesteśmy jej przyjaciółmi, a to jest jej chłopak- powiedziała Kornela.
- W takim razie stan pani Kasi jest stabilny. Nic nie grozi jej życiu, ani zdrowiu- powiedział lekarz.
- Ale co się jej stało- powiedziałem.
- Została lekko podtruta. Komuś zależało chyba by straciła przytomność. Jednak nic po za tym jej nie jest.- powiedział lekarz.
- A co z nią teraz jest ?- zapytał Kondzio.
- Leży w sali numer 5. Jest przytomna, ale powinna teraz odpoczywać- powiedział lekarz.
- A czy możemy do niej wejść .?- zapytałem.
- Hmm.. - spojrzał na Kamila i jego słodki oczka pieska- No dobrze. Ale pojedynczo !
- Dziękujemy- powiedzieliśmy wspólnie i szybko ruszyliśmy w stronę sali numer 5.
Gdy staliśmy już pod drzwiami zapytałem:
- Kto idzie pierwszy?
- Ja - powiedziała Kornela- Bo jak ty tam wejdziesz, to możesz już stamtąd nie wyjść- uśmiechnęła się.
- No to potem wejdę ja- powiedział Kondzio.
- No dobra. To ja cierpliwie poczekam tutaj.- powiedziałem.
***
Leżałam w sali szpitalnej. Nie pamiętam nic co się wydarzyło. Powoli zaczynam sobie przypominać, ale tylko urywkowo. Leżałam przykryta białą niewygodną kołdrą i rozglądałam się po pomieszczeniu. Nagle w drzwiach sali stanęła Kornela.
- Cześć kochana!- powiedziała i szybko weszła do sali. Usiadła obok mojego łóżka na krześle i zapytała- Jak się czujesz?
- Już dobrze. Bywało gorzej- postarałam się wydusić sztuczny uśmiech. Chyba mi wyszło bo nic nie mówiła.
- A tak w ogóle wszystkiego najlepszego. Dużo szczęścia, abyś ty i Kamil zawsze byli obok siebie, żebyście zawsze byli szczęśliwi i co najważniejsze szybkiego powrotu do zdrowia- uśmiechnęła się.
- Dziękuję. Gdzie są moje rzeczy .?- zapytałam.
- Poczekaj- rozglądała się po pomieszczeniu- są tutaj.
- Mogłabyś mi je dać .?- zapytałam.
- Dobrze- powiedziała nie wiedząc o co mi chodzi.
Wzięłam od Korneli torbę z moimi rzeczami i wyciągnęłam z niej katanę, w której schowałam moje bilety do Turcji. O dziwo tam były.
- Uuu. Czy ty wybierasz się z moim braciszkiem za granicę - zapytała.
- Yhyym- powiedziałam .- A co .?
- Nic nic.., Tylko go tam czasem nie wykorzystuj- powiedziała i obie wybuchłyśmy śmiechem .
- No nie mogę tego obiecać- powiedziałam cały czas się uśmiechając.
- Dobra ja lecę. Bo za mną jest kolejka o przyjście do ciebie- powiedziała.
- Trzymaj się. - powiedziałam .
***
Kornela wyszła z sali. Teraz była kolej Konrada. Ja czekałem cierpliwie na swoją kolej.
- I jak z nią.?- zapytałem Korneli.
- Dobrze, Wszytko jest w normie- powiedziała- A dlaczego mi nie powiedziałeś, że zabierasz ją na wycieczkę do Turcji .?- udała obrażoną.
- A czy ty musisz o wszystkim wiedzieć .?- zapytałem .
- Tak muszę - powiedziała i oboje się zaśmialiśmy.
- Chciałem ci powiedzieć, ale ty byś zaraz jej wszystko wygadała . Nie umiesz dotrzymać tajemnicy - powiedziałem .
- Ja nie umiem dotrzymać tajemnicy .? No to teraz przegiąłeś- podeszła do mnie i zaczęła mnie łaskotać. Ja nie byłem gorszy i zrobiłem to samo po kilku minutach skończyliśmy a ona powiedziała:
- Wygrałam !
- Chyba śnisz siostrzyczko!- odpowiedziałem. W tej samej chwili z sali Kasi wyszedł Konrad.
- Teraz twoja kolej- powiedział.
Szybko wstałem i wszedłem do Kasi. Leżała na szpitalnym łóżku taka bezbronna. Wyglądała tak słodko. Mimo , że to szpital. Podszedłem do niej i pocałowałem.
- Cześć skarbie- powiedziałem
- Cześć- powiedziała i pocałowała mnie .
- Martwiłem się o ciebie. Co się stało?- zapytałem.
- Nie wiem . To było dziwne. Gdy rozdawałeś autografy podszedł do mnie jakiś koleś . Zapytałam czy mogę w czymś pomóc. On jakiś zdezorientowany powiedział , że tak. Szukał jakiejś dziewczyny. Postanowiłam mu pomóc. Zaczęłam jej szukać razem z nim. On zaprowadził mnie pod twoją garderobę. Spytałam co tu robimy, a on przyłożył mi coś do nosa i... obudziłam się tutaj.- powiedziała.
Opowiedziałem jej całą historię z okupem i potem zaczęliśmy się wygłupiać, gdy nagle do sali wszedł lekarz.
_________________________________________________________________________________
Kolejny rozdział. Miejmy nadzieję , że wam się podoba. Trochę nudny, ale następne będą chyba ciekawsze ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz