Rodziały

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 37

*
- Jesteśmy na miejscu- powiedział Marek.
- O. A co to...- nie dokończyłam.
Zobaczyłam wielką ścianę do wspinaczki.
- Czy ty jesteś chory?- nie ukrywałam swojego zdenerwowania.
- Nie . A co?- spytał trochę zdezorientowany.
- Bo ty chyba nie myślisz, że JA będę chodzić po TYM- mówiłam akcentując niektóre słowa.
- Właśnie tak sobie myślę. - otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale Marek mnie wyprzedził- I nie ma, że nie !
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Idziesz i nie masz nic do gadania. Będzie fajnie- dodał na końcu.
Ta . Kurwa fajnie. Na pewno. Tylko mogę się niechcący zabić, ale kogo to obchodzi. .
Marek wyszedł z samochodu. Otworzył moje drzwi. Powoli wyszłam z samochodu. Przedłużałam każdy mój ruch, byle by odłożyć na później wspinaczkę.
- Wiesz, że to cię nie ominie , prawda?- zapytał rozbawiony Marek.
- Wiem ale zawsze mogę ci uciec!- powiedziałam i co sił w nogach biegłam przed siebie. Zobaczyłam toaletę damską.
- Kasia! Czekaj! Złapię cię!
- Oj nie bądź taki hej do przodu!- krzyknęłam wbiegając do toalety. Zamknęłam za sobą drzwi .- Hahahah- zaczęłam się śmiać- Nie wejdziesz tu!
- Kasia! Wychodź! - z jego tonu głosu można było wywnioskować,że mu się to nie podoba.
- Nie wyjdę, dopóki będziesz miał zamiar się ze mną wspinać po tej cholernej ściance.
- Oj Kasia. Nie przesadzaj. To tylko mała ścianka.
- Ta. MAŁA. Yhy.
- No a co duża? Kasia małe dzieci się po niej wspinają.
- No to co. Ja nie jestem małe dziecko i nie będę się po niej wspinać. - zabrzmiało to trochę głupio, ale ja na prawdę nie chcę się po niej wspinać. A po za tym....
Poczułam, jak coś podchodzi mi do gardła. Schyliłam się nad muszlą i wyrzuciłam z żołądka wszystko.
- Kasia co się stało? Wymiotujesz?
Podeszłam do kranu. Odkręciłam wodę. Przemyłam twarz i wypłukałam usta.
- Tak. - odpowiedziałam na Wcześniejsze pytanie Marka.
- Chodź tu. Zabiorę cię do domu.
Bez zbędnego owijania w bawełnę poszłam razem z Markiem do samochodu. Zawiózł mnie do domu Kamila.
- Mam iść z tobą?- zapytał z troską.
- Nie.
- A może jednak?
- Marek. Nie chcę cię wykorzystywać- powiedziałam lekko stłumionym głosem.
- Nie będziesz  mnie wykorzystywać. Jestem twoim chłopakiem i pomogę ci zawsze, kiedy będziesz tego potrzebować.
- W takim razie chodź.
Szczerze? Dobrze , że Marek poszedł ze mną. Sama nie wiem , czy dałabym sobie  radę . Było mi strasznie nie dobrze. Co chwilę chodziłam do łazienki załatwiać potrzeby fizjologiczne i wymiotowałam. Co ze mną?
Zatrucie pokarmowe?
Nie wiem.
Położyłam się do łóżka. Marek przyniósł mi herbatę miętową i położył się obok mnie.
Wzięłam łyk herbaty, po czym ją odstawiłam.
 Przybliżyłam się do niego i namiętnie pocałowałam. Marek zaczął jeździć ręką pod moją koszulką. W tym właśnie momencie zobaczyłam kolejny obraz.


4 komentarze:

  1. Świetne!!! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział😊

    OdpowiedzUsuń
  2. No żeby w takim momencie kończyć.??? :o Nieładnie. :) Czekam na kolejny.!! :) Mogę się dowiedzieć kiedy dodasz kolejny.?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dzisiaj jak zdążę , a jak nie to jutro ;) hehe . ;**

      Usuń
    2. Okej.. Dziękuję za odpowiedz.. :) No to co czekam.!! :)

      Usuń